Raport z Pierożkowa.

To noc jak każda. Ze swojego małego kącika, patrzę na odbijający się w szybie księżyc. Z zagłębienia ramienia dobiega mnie cichutko szemrzący oddech mojej własnej spadającej gwiazdki – i rozmyślam.

Nucę kołysankę i w głowie składają mi się słowa, które wiem, że chciałabym Wam powiedzieć, gdybyście tylko nie spali. Jestem tutaj, a Wy po drugiej stronie nieboskłonu, za pękniętym horyzontem, znad którego jutro – razem z Waszym uśmiechem wzejdzie słońce. To tylko parę godzin, lecz wydaje się, jakbym ruszała w długą podróż i miała przebyć tysiące kilometrów zanim Was znowu zobaczę.

Widzę granatowe niebo, utkane gwiazdami i tak bardzo chciałabym obudzić Was teraz i spojrzeć na nie razem, ogrzana ciepłem Waszych ciał.

Lecz zobaczymy się jutro, otworzycie oczy i mój horyzont znów stanie się całością. To całe światło, ten blask, jak najjaśniejsza, najgorętsza z gwiazd, ten ogień, wiem, rozproszy wszelką noc, którą utykam gdzieś tam, w najdalszych kątach siebie.

Wiem, mam na sercu piętno, bliznę. Jedną? Nie, wiele. Czasem myślę, że zbyt wiele, za dużo jak na moją jedną głupiutką głowę. I wiem, że Wy wiecie, rozumiecie te dni, gdy te blizny, nie dają, nie pozwalają mojemu sercu pracować dla Was tak jakbym chciała. To są dni, gdy to tylko głupi organ, pompa. Tłoczy wtedy żyłami myśli niewypowiedziane, do gardła słowa, które wdzięczna jestem, że zapomnicie.

Lecz jesteście ucieleśnieniem, chodzącą wiarą, że tak, tak, istnieje ta jasność, to światło, które prowadzi wprost do domu. Do Waszych rączek, do główek o zapachu niewywabialnego z mojej skóry. Ten zapach słodki jak jaśmin, oplata mnie czasem jak bluszcz – wtedy wiem kim jestem, ale cholera, nie pamiętam kim byłam. A tęsknię w niektóre noce do tego kim byłam. Ale wiecie, to nie dziś. To nie dziś ta noc.

Czuję pod dłonią Twoje serduszko, trzepoczące jak mały koliberek w klatce chcący wyrwać się na wolność. Ten rytm rezonujący w moich palcach przypomina mi ten pierwszy raz. Pierwszy raz gdy Cię zobaczyłam. I przez tyle lat, wydawało mi się, że wiem co to znaczy miłość, co to znaczy zakochać się, ale ja pierdolę. Nie, nie wiedziałam. Nie byłam nawet blisko tej wiedzy.

Muskam palcem Twoją ciepłą piąstkę i jestem z powrotem gdzieś, w jakimś wspomnieniu, nocą, w ciepłym świetle latarni i nie nie wierzę, że ta droga doprowadziła mnie wprost do Ciebie.

Chciałabym byście zobaczyli teraz te gwiazdy, usłyszeli piosenkę, której rytm wystukiwałam stopami na rozgrzanych letnim słońcem płytach chodnikowych. Wtedy był to rytm zachrypniętej trąbki Cheta Bakera, wiecie, w jakim rytmie bije dzisiaj moje serce? Wy jesteście jedyną, niepowtarzalną piosenką w rytm której bije moje serce.

I to jest tak trudne, tak straszne, nie czuć, nie wiedzieć gdzie się kończę, a gdzie zaczynam. Nie pamiętać już jak było przedtem. W tym sztucznym, dwulicowym, fałszywym świecie, tylko w Was widzę autentyczność. Prawdę. Miłość. Każdego dnia, dzięki Wam uczę się wszystkiego od nowa, od podstaw. Jakbym całe życie była głucha i ślepa, pijana, w kawałki rozjebana.

Kiedyś usiądziemy razem, spojrzeć w te gwiazdy. I tak bardzo chciałabym, nauczyć Was jak na nie patrzeć, tak bardzo chciałabym, żebyście poczuli się kiedyś tak jak ja dziś. Zniewolona, oplątana, zagubiona, zamroczona, oślepiona. Z tym poczuciem, że przecież jak dawniej wszystko jest – a jednak nie tak samo.

To wszystko co gadają o rodzicielstwie, te płytkie pierdoły, wyprawki, pieluchy, śpiochy i stosy poradników, wiecie dlaczego tak to wygląda? Bo co mają napisać? Co ja mogę Wam napisać? To jak znak wypalony rozżarzonym węglem na ciele, na ciele to jeszcze pal licho, na sercu. Na duszy. Na umyśle. Pewnie. Urosną, dojrzeją, z domu się wyprowadzą. Ale Ty zawsze będziesz pamiętać. To jest już wrośnięte w Ciebie, część Ciebie, nie uwolnisz się od tego nigdy. To są myśli i wspomnienia, których Nie wyprzesz nigdy, które w najmniej odpowiednim momencie będą wracać i przypominać Ci to uczucie rozżarzonego pogrzebacza wbitego w sam środek Twojego serca. To są najbardziej popierdolone emocje jakich doświadczyłam w życiu. Najczystsza krystaliczna miłość, jak strumień o idealnie gładkim lustrze. I jednocześnie niewyobrażalny ból, którzy rzuca Cię na kolana, na twarz, to są rany, które codziennie się zabliźniają i codziennie otwierają na nowo by krwawić. I razem to wszystko smakuje jak czysty, tłusty skręt, po którym wstaniesz z uczuciem jakby na łeb spadło Ci wielkie kowadło. I jakkolwiek byś się przed tym nie broniła, wiesz, że wrócisz po więcej.

A na koniec, muszę Wam powiedzieć jedną rzecz – nie znam żadnej, absolutnie żadnej matki, która byłaby zdrowa na umyśle i nie potrzebowała pomocy psychoterapeuty. Ja czasem mam wrażenie, że nie jestem w stanie przetrwać doby bez pomocy psychoterapeuty. Czy to jest normalne? Kurwa. Nie obchodzi mnie to. Siedzę właśnie mając na ręku 9 kilo czystej miłości. Przysięgłabym, że z tych jej fałdek i wałeczków ulatnia się zapach jebanego jaśminu, wiecie jak pachnie najcudowniejsza belgijska roztopiona czekolada? Tak właśnie pachnie jej oddech. To jest cudowne i chcę więcej, ale wiecie co? Jednocześnie w życiu, NIGDY, NIC mnie tak nie przerażało. Jak ten jaśmin i czekolada. Czasem myślę, że wolałabym zostać głucha i ślepa i nie wiedzieć. Nie czuć się codziennie jakby 200 koni rozrywało połowy mojego ciała w przeciwne strony.

To oni codziennie łamią mi serce, codziennie mozolnie, godzinami zbieram jego kawałki z podłogi. Lecz bez nich. Nigdy. Nigdy. Nie miałoby szans by stać się całością.

Nie umiem Wam powiedzieć jak bardzo kocham moje dzieci.

I jak mi trudno z tą miłością.

Jak uwiera mnie ona.

Z całej mojej miłości do muzyki.

Dźwięki ich imion, są najczystszym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek wydobył się z mojego gardła, jaki wyrezonował z moich strun głosowych, jaki wydostał się z mojego pokaleczonego serca, który do momentu ich pojawienia się, był tylko głupim organem. Zlepkiem komórek, miocytów.

Ale wiem już.

A jutro zapomnę znów, że tak właśnie miało być.

To jest w porządku. Taka kolej rzeczy. By pod koniec znowu nauczyć swoje serce jak ma bić. Jak bić przeszyte pogrzebaczem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s