Głód.

Nie mogę znów spać, coś wrzeszczy mi w głowie. Myślisz, że gubię sens? Nie, mój sens został gdzieś z tyłu, na początku tej autostrady. Chyba patrzę na to samo niebo co Ty, lecz dwoi się. A co, jeśli jest dla każdego z Nas – inne?

Nie wiem czego oczekujesz. Próbuję poczuć to co Ty możesz czuć, lecz jedyne co odbija mi się w sercu to myśl, że każdy mój krok to dla Ciebie błąd. Jestem tu, tuż obok, ale już nie odbijam Twojego światła, Twojego ciepła, jedyne co czuję to zmęczenie. Tak ogromne zmęczenie. Trzymam się jeszcze na szczątkach tego piedestału, który przez tyle czasu mozolnie, cegiełka po cegiełce sobie murowałam. Tak mocno się starałam i tak daleko zaszłam, lecz pod koniec, to chyba nie ma znaczenia. Bo czy może mieć?

Czy sama wpakowałam się to w miejsce, które tak bardzo mnie dusi, próbując tak mocno, tak ciężko, trzymając wszystko w środku, broniąc się przed utratą kontroli, że dzisiaj wybucha mi to w twarz?

Wszystko to czym myślałam, że będę rozpada się na kawałeczki. I to wszystko tuż przed Tobą. Uciekają tygodnie, chociaż już tak dawno poczułam, że nie dam rady już ani sekundy. Ile minęło od tej ostatniej sekundy?

Jestem głodna.

Głodna rzeczy niepojętych, rzeczy których nie da się objąć myślą, racjonalnym argumentem. Chcę wciąż więcej, czuć, chłonąć, przeżywać, ale im mocniej idę w stronę samej siebie, tym bardziej oddalam się i tracę Ciebie.

Wciąż budzę się z tym uczuciem obezwładniającej paniki, w której jednak odnajduję komfort. Bo czy to już wszystko? Nic więcej nie będzie? Czy to już moje miejsce na zawsze, na wieki, to łóżko, ten dom, te dni, takie same z godzinami udręki i gonienia w piętkę, a ledwie z chwilami na wydech. Wciąż jestem pod wodą, wciąż tonę i nie oddycham, wciągam powietrze i liczę do dziesięciu, a potem zapominam je wypuścić i nagle okazuje się, że nie doliczyłam się dziesięciu, a raczej setek tysięcy.

Siedzę w swoich ścianach z kamienia, które muszę budować, bo inaczej nie umiem. Bo tylko tu nie czuję się tak bardzo sama.

Czy mam prawo czuć ten głód? Czy z tym wszystkim czym obdarował mnie los, to taka wielka pycha chcieć wciąż więcej, szukać miejsc w umyśle, gdzie kolory są soczyste a miłość wieczna i taka o jakiej marzyłam jako mała dziewczynka gdy oglądałam Piękną i Bestię. Czy skóra może mieć smak karmelu, a wyznanie miłości zapach konwalii? Czy mam prawo czuć głód dotyku który przyprawia o gęsią skórkę, głód smaku płatku śniegu roztapiającego się na języku? Głód duszy obok, która pasuje do tej dziury we mnie, która mnie skleja, zlepia w całość. Duszy, która słucha, która pyta, która rozumie, która wybacza. Duszy, która chce posiedzieć ze mną w moich ścianach z kamienia.

Czy tu się kończę? Czy jestem tylko przedłużeniem dwóch istnień ludzkich, czy naprawdę powinnam czuć już tym nasycenie?

Wstaję z tym głodem i z nim idę spać, przynosi mi on taki strach, strach w, którym czuję, że życie jest trudniejsze niż kiedykolwiek wyobrażałam sobie, że będzie.

I nie zaspokaja tego głodu Twój głos, to wciąż za mało, tyle razy upadałam i byliście moją siłą by wstać, by mieć siłę na kolejny krok i jeszcze jeden… Lecz dziś, to nie wystarcza.

Wykuwam teraz swój zestaw min i słów na jutro, jak co dzień przed snem.

Jutro znowu wstanę głodna.

Głodna życia w, którym nie jestem.

Mimochodem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s