Czyja to wina i dlaczego moja?

Są takie momenty w macierzyństwie, a nawet powiedziałabym, że jest wiele, wiele, bardzo wiele takich momentów, kiedy bardzo mocno się starasz ale mimo wszystko nie wychodzi. Gdy masz wrażenie, że oto Twoje życie jest wszystkim tym czego chciałaś, ale gdzieś, na jakimś poziomie czujesz, że to jednak nie to czego właściwie potrzebowałaś.

To są momenty gdy nie śpisz, choć jesteś tak bardzo zmęczona, że jedyne za co oddałabyś duszę to sen. Jesteś w nosie. W dupie. W ciemnej jaskini. Zamknięta w pętli czasu. W pętli dni, które są wciąż takie same, które zgadzają się co do minuty. Utknęłaś.

To chwile łez, tęsknoty, poczucia takiej straty, wydaje Ci się, że miałaś wszystko i teraz straciłaś to co jest przecież tak bardzo niezastąpione. Gdy wydaje Ci się, że nawet ta Twoja głupia miłość nie wystarcza, że i ona idzie na marne.

Blogerki z 10 kaflami obserwujących na insta i jasnymi domami w stylu skandynawskim piszą książki o tym jak to jest być „złą matką” a Ty śmieszkujesz przez łzy myśląc „Cholera, kobieto, co Ty tak serio wiesz o byciu złą matką?”

Gdy cały Twój świat zamyka się w pytaniu „Czyja to wina i dlaczego moja” a wokół tylko baby świętsze od Jezusa i 12 apostołów razem wziętych, a Ty jak ten Judasz płacisz srebrniki paniom w żłobku i nie, nie możesz się z tym dobrze czuć. Musisz czuć się źle. Musisz wiedzieć jak bardzo źle postępujesz i jak bardzo krzywdzisz swoje dziecko. Czy Ty nie wiesz, że wszystkie jednostki rodzinne mają takie same zasoby? Przecież jest tylko jeden uniwersalny sposób radzenia sobie ze wszystkimi problemami i jeżeli on sprawdza się u świętej Jezus matki to absolutnie musi sprawdzać się też u Ciebie i jeżeli tak nie jest to naprawdę, coś jest mocno nie w porządku. No nie czujesz tego? Przecież Ty nie masz potrzeb ani emocji, no co Ty, TY MATKA JESTEŚ! Potrzeby dwulatka, to teraz Twoje potrzeby i pod ścianę jazda i nie wychylaj się za bardzo, żeby ktoś czasem nie zauważył jak bardzo jesteś nienaprawialna.

Na fejsie miliard grup „wsparcia” dla matek, ale po dwóch latach funkcjonowania w wirtualnej społeczności macierzyńskiej stwierdzam, że to jest siódmy krąg piekieł a nie wsparcie.

Przykład.

Julek miał przez moment czkawkę adaptacyjną. Nie chciał chodzić do żłobka. Płakał. Wrzucam pytanie na grupę, prośba o wsparcie, o rady w końcu takie żeście kurna doświadczone, śpicie z Searsami pod poduszką i jebs dostaję radę – „A nie może zostać z Tobą w domu?” NO KURWA. Że też sama na to nie wpadłam!!! Empatia level hard. Wszystkie moje problemy oto zostały rozwiązane, bo na pytanie jak sobie radzić z czkawką adaptacyjną otrzymałam odpowiedź – zostaw dzieciaka w domu. I jaki ja mam problem?

Czy ja jestem z jakiejś innej planety?

Z takiej grupy dowiedziałam się też, że fakt, że jestem mamą mojego dziecka, to dla niego bardzo ciężka próba.

Serio.

Takie rzeczy dziewczyny wypisują dziewczynom. Matki bliskościowe. Tak bardzo przekonane o swojej wyższości, tak bardzo oświecone i jednocześnie tak bardzo zdziwione, że ta filozofia i to środowisko mają tak złe opinie.

Wiecie, ja też jestem oświecona.

Mam światełko, które co wieczór prowadzi mnie do domu, gdy wychodzę do sklepu osiedlowego po piwo i chałwę i żeby pobyć trochę ze sobą.

I jest wiele dni gdy biegnę z powrotem z uśmiechem, i jest też wiele takich gdy biegnę ze strumieniami łez zaschniętymi na policzkach.

Ale wiem, że nie mogłabym odpuścić, że jest o co walczyć i dla czego warto codziennie wyciągać wnioski z własnych błędów.

Dla tego światełka, które prowadzi Cię do domu, które grzeje Cię w kości, które naprawia to co nienaprawialne.

Choćby wszystkie świętsze od Jezusa i 12 apostołów matki mówiły Ci jak bardzo jesteś nienaprawialna i niewarta, to wiedz, że masz wszystko by czuć się najlepsza i najwartościowsza.

Bo zawsze wracasz do domu za tym światełkiem.

Wracasz do nich.

Do Dzieci.

Tylko tyle i aż tyle.

I to wystarczy.

I śpij dzisiaj dobrze ok?

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Czyja to wina i dlaczego moja?

  1. Maria pisze:

    Serio, takie rady? Masakra! Pracowalam w zlobku, po prostu trzeba ten czas przeczekac, dziecku nie dzieje sie krzywda, polubi zlibek z czasem, zmienia sie swiat malucha I nie kazdy sobie z tym radzi. Jestem zdania, ze raz podjeta decyzja musi wytrwac, tak, bo dzieci sie ucza, jesli zrezygnujemy, bo dziecko nie chce uczymy je, ze robi co chce… a przeciez nie zawsze sie tak da. Mlody czlowieczek musi wiedziec, ze czasami ytzrba zrobic cos na co noe do konca ma sie ochote. Hmmm… mozna byc wspaniala matka I spedzac z dzieckiem mnostwo wartosciowego czasu I posylac je do zlobka, a mozna siedziec z dzieckiem w domu I marnowac czas, kompletnie nie spedzajac go z pociecha. W tym wszystkim wazne by dobro dziecka bylo na drugim miejscu, na pierwszym jest nasze szczescie! Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s