O miłości i o zdradzie czyli jak to jest z tym drugim dzieckiem?

Mogłabym Wam tu strzelić takim słodko-pierdząco-pseudo-„śmieszniutkim” tekstem opowiadającym o tym, jak to z jednym dzieckiem byłam chodzącym armagedonem, a z dwójką to już w ogóle ola boga siódmy jeździec Apokalipsy to moje drugie imię. Mogłabym. Z tym, że mnie samą ostatni prawie miesiąc tak zaskoczył, że doszłam do wniosku, że sama chętnie przeczytałabym przed porodem takie doświadczenie z prawdziwego zdarzenia świeżo upieczonej podwójnej Mamy. Więc dziś na serio.

Przez cały okres ciąży z Jagodą bałam się tak naprawdę momentu porodu. Bałam się jak ogarnę to fizycznie i emocjonalnie. Bałam się, że sprowadzam na świat Dziecko, które nigdy nie dorówna mojemu idealnemu Synkowi Julkowi, że będzie pokrzywdzona, traktowana niesprawiedliwie bo nie będę w stanie tak się zaangażować by stworzyć z Nią taką relację jaką mam z Julkiem. Pamiętam jeszcze na porodówce jak myślałam – „Pierdolę nie robię, wracam do domu do Julka, ten poród to przereklamowany, niech sobie siedzi ten Dzieciak w brzuchu niepotrzebny mi jest wcale do szczęścia”.

Byliśmy my przeciwko światu, Ja i Julek i to wszystko miało się zmienić. Miało nadejść coś zupełnie nieznanego i odrobinę abstrakcyjnego.  Kto by się nie bał?

Pamiętacie jeszcze ten moment jak zrozumiałyście, że obecni Ojcowie Waszych Dzieci to właśnie ci przyszli Ojcowie Waszych Dzieci? Zakochanie. Taki czysty haj hormonalny. Nawet w środku dnia pracy w Waszym korpo w centrum Wawy, myślą orbitę dalej. Gdy rodzi Wam się Dziecko, niezależnie które, pierwsze, drugie czy piętnaste dostajecie taki właśnie strzał hormonalny, który wprowadza Was w taki, przynajmniej ja to tak odczułam, stan zakochania.

Na szkole rodzenia parę tygodni przed terminem na jednych z zajęć padło pytanie zadane przez położną – „Co robi Mama w pierwszej dobie po porodzie, gdy jej noworodek śpi?” – nikt nie odpowiedział, zrobiłam to w końcu ja jako jedyna z uczestniczek spodziewająca się drugiego Dziecka – „Gapi się na Dziecko”. Bo tak było ze mną. Po cięciu, zamroczona znieczuleniem, ledwo żywa, powinnam skakać z radości, że Julek odsypia poród i sama pójść w jego ślady. Ale ja już byłam trafiona. Zakochana. I byłam w stanie tylko się na Niego gapić.

To jest chyba jakiś bardzo mądry mechanizm, który wymyśliła natura by jak najbardziej zmaksymalizować szanse noworodka na przeżycie. I przy pierwszym Dziecku ten mechanizm nie ma prawa mieć żadnych negatywnych skutków. Natomiast przy drugim? Sprawa ma się już trochę inaczej.

Kiedyś na jednej z grup bliskościowych przeczytałam jak jedna z Mam porównuje powrót do domu do starszego dziecka z noworodkiem, do powrotu męża do domu do żony, z kochanką pod pachą. Zanim nie urodziłam Jagody to porównanie jakoś niespecjalnie do mnie trafiało. Ale tuż po porodzie okazało się zaskakująco trafne.

Tak, w domu starszak, którego kochacie nad życie, macie z nim stabilną, głęboką więź, ale to nie jest już ten hormonalny strzał. Ta zajawka. Ten haj. Nic lepszego ani gorszego. Po prostu innego.

Julka po porodzie zobaczyłam pierwszy raz jeszcze w pierwszej dobie. Przyszedł z moją Mamą i teściową do szpitala. Na Jego widok spodziewałam się fali pozytywnych emocji, radości, euforii. Ale choć cieszyłam się z jego obecności to w głowie miałam tylko Jagodę. Julek od początku był do mnie bardzo zdystansowany, ale powiem szczerze, że nawet mnie to na początku za bardzo nie obeszło. Bo ważniejsza była Jagoda.

Wiem, że brzmi to brutalnie i nieczule, ale tak się właśnie czułam. Początkowo zrzucałam to wszystko na poporodowe zmęczenie, ale po powrocie do domu wiele się w tej materii nie zmieniło. Julka kochałam, ale w Jagodzie byłam zakochana.

Rozsądek krzyczał „Odstaw Młodą, ratuj relację z Synem, na którą tak długo pracowałaś!” ale sercem rządziły hormony. I oczy miałam tylko dla Niej.

A Dzieci są tak cholernie empatyczne i mądre i Julek wyczuwał chyba jak ja się czuję, choć starałam się za bardzo tego nie okazywać, bo i tak zżerały mnie wyrzuty sumienia. To Jagoda miała być na bocznym torze, to tego się bałam, a tu wydarzyło się coś o wiele gorszego, przesłoniła mi mój cały świat. Świat, którym swego czasu był Julek. I tak mijały dni, ja się gryzłam, Julek ignorował mnie i omijał. Zazdrość i poczucie odrzucenia manifestował zachowaniem, które czasem przechodziło ludzkie pojęcie. Zbliżał się czas powrotu Michała do pracy, a we mnie rosła panika jak ja to ogarnę.

Tymczasem okazało się, że to właśnie to, że zostaliśmy w końcu sami, bez Michała, bez Babć i innych opiekunów najbardziej nam pomogło. Zarówno mi jak i Julkowi brakowało Naszej codzienności, Naszych śniadań, Naszych wspólnych zabaw i spacerów. Jagoda oczywiście ma spory wpływ na tę Naszą codzienność, bo jednak większą część doby jest do mnie przyczepiona czy to przy piersi czy w chuście, ale to już jednak co innego niż non-stop zabawiający go Tata czy Babcia i ja gdzieś w oddali w innym pokoju wiecznie z Małą na rękach.

Teraz powoli się stabilizujemy. Ja uczę się jak kochać „żonę” i „kochankę” jednocześnie. Julek próbuje mi wybaczyć, że go „zdradziłam”.

Czy jest łatwo?

Nie. Jest diabelnie trudno. Ponieważ jeszcze sama do końca się w swoich emocjach nie odnalazłam. Bo takiego obrotu sytuacji się nie spodziewałam. Bo znowu, nikt mnie nie ostrzegł. Mi z tymi emocjami było i jest bardzo ciężko, często czuję wobec Julka ogromne wyrzuty sumienia, ale staram się też za bardzo nie robić sobie wyrzutów. Bo tak naprawdę On też miał swój czas gdy byłam zakochana, czy Jagodzie się to nie należy? My dopiero zaczynamy swoją drogę i mam nadzieję, że od tego hormonalnego strzału zajdę kiedyś tam gdzie z Julkiem. Od kochanki do starego dobrego małżeństwa.

Reklamy

2 thoughts on “O miłości i o zdradzie czyli jak to jest z tym drugim dzieckiem?

  1. Moniisia90 pisze:

    I wtedy będzie małżeństwo poligamiczne 🙂
    No i git, czułam to samo – jak pokocham Igora skoro kocham już tak idealna Lenke? On ma pewnie będzie bardziej płaczliwy no i to chłopak a chciałam córkę… Ale koniec, jak go zobaczyłam to koniec, jak poznałam – apokalipsa. Przepadałam, zakochałam się i świata poza nim nie widzę 🙂 gorzej że Lena mnie teraz bardziej irytuje co niestety jej często pokazuje bo nie umiem nad sobą zapanować .. nie jest łatwo. Ale jest cudownie, mimo wszystko 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s