Cześć, matko.

Cześć, matko.

Jest 22:30.

Może Twoje dzieci już śpią, może jeszcze nie.

Może, mimo tak późnej pory, Twojemu dniu, tak daleko jeszcze do końca.

Moja sypialnia i kuchnia są już ciemne.

Dzisiaj nie muszę już nic, teraz mam dokładnie 23 minuty i 9 sekund dla siebie. Za 23 minuty i 9 sekund wyjmę z piekarnika obiad na jutro zaciągnę się zapachem gorącego beszamelu i pozamykam już wszystko co dzisiejsze.

20 minut.

Nogi mam w górze, w ręku butelkę Bavarii pszenicznej, która nawet przypomina trochę prawdziwego pszeniczniaka. Tylko trochę, ale zawsze coś. Trochę ciężko mi się pisze, ale na połowie klawiatury śpi kot, upojony szczęściem, że już go nikt dzisiaj nie terroryzuje, nie gania, nie krzyczy, nie piszczy.

Ja jestem teraz jak ten kot. Też chciałabym złożyć tylko głowę na klawiaturze, ale nie mogę jeszcze. Moje pastitsio musi siedzieć w piekarniku jeszcze 16 minut 40 sekund.

Nie za głośno, tak żeby nie obudzić nikogo, z głośników Sinatra obiecuje, że nigdy nie zapomni, nie pamiętam co dalej na playliście, ale chyba Nina Simone ochrypłym głosem będzie prosić o cukier.

Jednak to Hozier. Ostatni raz tę piosenkę słyszałam jeszcze na sali treningowej. Boże, wiecie jak ja tęsknię. Zupełnie jak za domem.

Wiem, że muszę wstać, zebrać się, ogarnąć do spania, makijaż zmyć, nałożyć krem na zmęczoną twarz i szare cienie pod oczami.

Ale nie mogę.

Wciąż mi się kołacze, że tego Sinatrę co przed chwilą obiecywał, że nie zapomni pierwszy raz usłyszałam 8 lat temu na pierwszych warsztatach jazzowych na, których byłam. Czy mogłam wiedzieć wtedy, że za te parę lat nie będzie mi towarzyszył o świcie na jam session w spelunie, tylko w kuchni przy gorącym piekarniku grzejącym obiad na jutro?

Czy ta dziewczyna wtedy z sali treningowej ze sztangą na ramionach mogła się domyślić, że następny raz usłyszy mruk Hoziera w taki wieczór jak dziś?

Dlaczego to wszystko tak nagle się zmienia?

Kiedy ostatnio nabijałam rytm perkusiście, kiedy wykręciłam ostatni piruet, kiedy złamałam ostatnią pointę, jaki był mój największy progres w ciężarze zanim dowiedziałam się, że jestem w ciąży? Kiedy wieczór przy muzyce z piwem w ręku nie oznaczał konieczności pilnowania żeby piekarnik nie spalił obiadu na jutro?

Nie pamiętam.

Dzisiaj lekarz powiedział do mnie – „Teraz nie jest pani sportowcem, jest pani w ciąży”. A ja natychmiast miałam ochotę wstać i spojrzeć w lustro czy ja to wciąż ja czy już tylko jestem matką i ciążą. Czy już ze śpiewającej dziewczyny marzącej o balecie zostało tylko to? Tylko to pastitsio o 22:30?

Chciałabym tu jakiejś mądrej puenty, ale nie ma jej.

Dlaczego dorosłość jest taka – depresyjna.

Nie macie wrażenia, że bez przerwy musicie się z czegoś tłumaczyć?

„A dlaczego takie drogie?”

„A dlaczego panele?”

„A tańszych nie było?”

„A nowy wózek po co?”

„Do żłobka?”

„Jak Ty chcesz go wychować jak bez kar?”

„Długo będziesz jeszcze karmić?”

„Ty jesz gluten?”

„Pijesz kawę w ciąży?!”

„Dużo przytyłaś?”

„Dlaczego on chodzi w takich brudnych spodenkach?”

Wiecie jak wyłączyć tych ludzi?

Cześć, matko.

Brzmi znajomo?

Reklamy

One thought on “Cześć, matko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s