Pamiętaj gdzie zaczęłaś i, że jeszcze nie skończyłaś!

Dzisiaj post autoteraputyczny.

Rozwaliłam w środę to zakichane kolano. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz. Miałam przecież w życiu ledwie 3 operacje na nie, pewnie stwierdziły, że nudno, dawno nikt w nich nie grzebał, trzeba tą Anką trochę potrząsnąć. Zwichniętej rzepki jeszcze nie było w repertuarze, więc jedziemy z koksem!

Wiecie co?

Jestem wściekła!!!!!! Normalnie dymi mi czacha i leci para z uszu. Nie wiem czy bardziej wściekła jestem na siebie, że chociaż ta zwichnięta rzepka mogła być ceną za jakąś zajebistą nową figurę na rurce, albo nowy rekord w dźwigniętym ciężarze. Ale nieeeee… Wiecie co robiłam gdy wypadła?

STAŁAM NA JEDNEJ NODZE.

Tak po prostu.  Stałam sobie.

Czy może bardziej wściekła jestem na ratowników, którzy zbierając mnie wyjącą z bólu z sali treningowej rzucali żarcikami typu „To co Ziutek, to może zatańczysz sobie na rurce?” albo komentarzami, o które ich nikt nie prosił „To nikt Pani nie powiedział że po tylu kontuzjach takie sporty to już nie dla Pani?”

Wtedy byłam zbyt zajęta żeby z bólu nie rozpaść się na kawałki by wymyśleć dobrą odpowiedź, ale dzisiaj ją mam dla Ciebie Ziutek.

Ziutek, mówili mi, nie raz nie dwa, nie pięć, nie dziesięć.

Tak naprawdę mówili mi to na każdym kroku. A ja się słuchałam. Była to dla mnie dodatkowa wymówka by leżeć tłustym pączkowatym dupskiem na kanapie i użalać się nad sobą. By być wrednym, zgorzkniałym, złośliwym, nieszczęśliwym babskiem, które było zwyczajnie zbyt leniwe by zrobić coś ze swoim życiem. Może dla Ciebie Ziutek pole dance to temat do podśmiechujków i żarcików na poziomie średnio rozgarniętego neandertalczyka, ale zapewniam Cię, że gdyby mnie ktoś teraz puścił na rurkę w tej ortezie na całą nogę, to byłabym w stanie zrobić na niej więcej niż Ty 100-kilowy silny ratownik.

Słuchałam się tych wszystkich, co mówili, że to nie dla mnie, że za trudne, że po co mi to, że sama sobie ściągam kłopoty na głowę za długo! I dlatego teraz taka wściekła jestem, że gdy wreszcie poszłam po rozum do głowy i odkryłam coś, co sprawia, że jestem niesamowicie szczęśliwa to zostaje mi to odebrane bo KRZYWO STANĘŁAM NA JEDNEJ NODZE!!!!!!!

Tyle miesięcy ciężkiej pracy i płakać mi się chce gdy pomyślę, że znowu ten haj poczuję za parę miechów dopiero…

Stara ja położyłaby się teraz pod kocykiem i pomiziała po główce, oj jaka biedniutka Ania, kuku w kolanko, najgorzej.

Ale choć tyle mi dały te treningi, że już wiem, że to nie ja! Jak wróciłam z SOR-u pierwsze co zrobiłam to napisałam do swojej trenerki jak szybko może mi rozpisać plan treningowy bez używania prawej nogi 😀

Mogłabym mieć pretensje do siebie, że po co poszłam akurat wtedy na tę rurkę, że może źle się dogrzałam, że może powinnam była mocniej się pilnować, ale tak naprawdę, przeżyłam godziny niewyobrażalnego bólu zupełnie sama (Michał siedział w domu z Julkiem, nie chcieliśmy go godzinami trzymać w szpitalu na Izbie Przyjęć), przeżyłam badania, nastawianie – sama. I dałam radę. To chyba jednak trochę tej siły we mnie jest? Chyba nawet wystarczająco bym się teraz nie poddała? Bym parła dalej, nie ważne co będą mówić. Mam świadomość jak będzie trudno, statystyki są raczej przeciwko mnie, po takim urazie do siebie dochodzi się tygodniami. Ale wiecie, ja pamiętam. Pamiętam gdzie zaczynałam. I to co wiem na pewno dziś. JESZCZE NIE SKOŃCZYŁAM.

I jak jest Was tutaj te 1600 osób, tak dzisiaj biorę Was na świadków, że za parę miesięcy wspólnie pośmiejemy się z tego jak to rozbiłam kolano w drobny mak stojąc sobie beztrosko na jednej nodze. Że za parę miesięcy wciąż będę sięgać po zupełnie nowe marzenia, realizować coraz ambitniejsze cele. Podmuchałam już sobie pod kołdrą na swoje kuku, ale już wstaję, przytuliłam swoją wewnętrzną małą dziewczynkę, która jedyne co czuła w tym, wszystkim, że jak zwykle jej nic nie wychodzi. Trafiła mnie ta kontuzja bardziej niż chciałam przyznać. Ale tym razem jest inaczej. Tym razem naprawdę wiem czego chcę i ile siły jestem w stanie wpakować w to aby to osiągnąć. A co najważniejsze! Jestem świadoma, że tę siłę w ogóle mam! Rozluźniam pięści. Nie ma co bić się z losem. Trzeba złapać flow.

A jak już mówiłam wyżej drogi Losie – JA JESZCZE NIE SKOŃCZYŁAM!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s