O wrednych babach i o karmie.

Nie macie czasem wrażenia, że kobiety mają jakiś dodatkowy gen, który powoduje, że odczuwają perwersyjną przyjemność z dokopywania drugiej osobie?

Nie mówię tu o ploteczkach i podśmiechujkach za plecami. Bo sama nieraz, nie dwa w takich ploteczkach uczestniczyłam.  Mówię o normalnym, regularnym dopierdalaniu jedna drugiej prosto w twarz, wbijaniu szpil pod przykryweczką mojego ukochanego zdania „To moje zdanie i mam do niego prawo” i paru innych typu „To moja opinia”, „Tobie to nic nie można powiedzieć”, „Trzeba mieć do siebie dystans”. Nie będę tu siebie jakoś specjalnie wybielać bo na bank i mój gen kobiecego skurwysyństwa działa dobrze i czasem przejmuje nade mną kontrolę, ale wiecie co?

Starałam się nigdy nie być dla kogoś celowo okrutna. Zawsze mam gdzieś z tyłu głowy to, że ktoś kto postanowił zaufać mi na tyle żeby zwierzyć się i poprosić o radę może tylko wydawać się wielki zły i wściekły, a tak naprawdę ledwo stoi emocjonalnie.

Kobiety są empatyczne i naprawdę nietrudno wyczuć tę chwiejność, a my zamiast podać ramię do podparcia to jebut leci żyleta. Po co ma się człowiek męczyć, jak pierdolnie na ziemię będzie mu lepiej. Na leżąco lepiej widać dno, którego sięgnął.

Ręka w górę Baby. Jesteśmy wredne i jak mało kto lubimy oceniać. I ja też lubię. Ale serio. Są granice, których się nie przekracza. Są ciosy po których zadaniu Twoje lustro może Cię przywitać słowami „Cześć. Jesteś chujem wiesz?”

Gdzie ta słynna solidarność jajników. Nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby nas wszyscy lubili, ale na litość. Dziabnięcie się czasem w język naprawdę nie zaszkodzi.

Chociaż wróć.

Zaszkodzi, zaszkodzi.

Zaszkodzi tej Naszej babskiej wredocie, naszej kieszoneczce ze szpilkami, które chowamy na specjalne okazje, żeby wyskoczyć jak Filip z konopii, bo YES YES YES udało się! Odsłoniła kawałek ciała, można wbijać!

Nie umiemy albo nie chcemy komunikować się bezprzemocowo, jak już koniecznie tak nas swędzi język, żeby komuś przysrać to nie można chociaż jakoś konstruktywnie?

„Słuchaj, rozumiem Cię, naprawdę rozumiem, nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu, ale może warto podjąć refleksję, spojrzeć na to z drugiej strony?”

Trudne?

No chyba tak.

„Niestety Twoja wypowiedź nie przeszła weryfikacji kobiecego mózgu. Za niski poziom jadu.”

Nigdy tak do końca nie wiadomo kogo mamy po drugiej stronie. Może to wilk w owczej skórze, a może rozdygotana dziewczynka w ciele silnej baby. I nigdy nie wiemy jakie piętno zostawimy swoją małą aluzyjką. Swoim zdaniem do, którego przecież mamy prawo.

W myśl piosenki Beyonce i filmu „Podaj dalej” – What goes around comes around –  to co wypuszczamy ze swoich otworów gębowych wróci do Nas prędzej czy później. Serio.

Do mnie zawsze przynajmniej wracało. Mimo, że lubię się chować za frazesikami typu: „Powinnać się liczyć, z tym, że ktoś może mieć inne zdanie” to potem potulnie nadstawiam dupę na wielkiego zasłużonego kopa od karmy.

Z autopsji wiem, że jechanie komuś to świetna terapia dla swoich kompleksów, niepewności, nienawiści do swojego cellulitu, ale myślę, że świat byłby lepszy gdybyśmy nie były takimi piczami. Włącznie ze mną.

Od dzisiaj zastanowię się 5 razy czy moje słowa są na pewno plastrem, a nie solą na i tak już rozjątrzoną ranę.

Żyjemy w wielkim teatrze. Nigdy nie wiemy jaką maskę ma na sobie koleżanka, która przyszła się wyżalić. Przytulmy tę jej wewnętrzną małą dziewczynkę, która może się pogubiła, może nie wie co robić. Bo ona sama tego nie umie. Bo przyszła po pomoc. Właśnie do Nas. Uszanujmy to.

I pamiętajmy. Karma zawsze wraca. Ja też ostatnio zbyt często o tym zapominałam. Za mało rozdawałam plastrów, a zbyt wiele szpil. Tylko, że nie warto. Nie warto traktować innych jak ludzkie poduszeczki do szpilek. Bo możemy dosrywać wszystkim i mieć milion ciętych ripost na każdą okazję, ale nagle może się okazać, że nie ma przed kim się nimi popisywać. I to oznacza tylko jedno.

Zostałyśmy same.

Nigdy nie wiemy, która z tysiąca naszych aluzyjek i dobrych rad będzie tą ostatnią. I zostanie tylko komentowanie na Pudelku, że Węgrowska znowu się spasła.

Warto?

Nie warto.

Bez odbioru.

zarazwracam

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s