„To moje zdanie i mam do niego prawo!” – czyli o karmieniu piersią w miejscach publicznych słów kilka.

W sieci kotłuje się od komentarzy, na temat ruszającego właśnie procesu matki, która przy próbie nakarmienia dziecka piersią w restauracji została poproszona o wyjście do toalety. Pozwała restaurację o dyskryminację.

Opinii w sieci na temat tego, po której stronie jest racja, pojawiło się już wystarczająco – ja dzisiaj nie do końca o tym.

Zaryzykuję stwierdzenie, że osoby komentujące tę Mamę w sposób obraźliwy w ogóle nie mają pojęcia o czym mówią/piszą. Spotkałam się z multum komentarzy typu „Przecież mogła się schować, zamiast wywalać cyca” – po pierwsze o co chodzi z tym wywalaniem cyca? Do czasu porodu piersi dla większości tych wysokich lotów komentatorów są atrybutem kobiecości i seksualności, ale rozumiem że w chwili urodzenia potomka, stają się nagle obrzydliwymi tłustymi cycami? Co to za magia się tu dzieje? Zastanawia mnie też to ile faktycznie z tych osób było w sytuacji, że widzieli publicznie karmiącą matkę. Założę się, że minimalny procent. Dlatego, że matki w takich sytuacjach są naprawdę dyskretne.

Żaden to dla nich komfort bycia pożywką dla kogoś z mózgiem na poziomie gimnazjalisty z inteligencją grubo poniżej przeciętnej. Żadna to dla niej przyjemność przeczytać gdzieś potem, że jest tłustą krową wywalającą wymiona na wierzch przy każdej nadarzającej się okazji.

A teraz druga kwestia – tak, ta Mama mogła się schować – ale jakby się nad tym zastanawiać to dlaczego? Dlaczego ma się ukrywać? Czy robi coś złego? Gorszącego? Nie na miejscu? Jak na przykład uprawianie seksu w miejscu publicznym, albo oddawanie moczu w bramie po pijaku? Dlaczego mamy taki wysoki próg tolerancji dla naprawdę obrzydliwych czynności, a piętnujemy coś zupełnie naturalnego? Czy karmiące matki wpychają Wam te swoje „cyce” przed twarz? Każą Wam się zachwycać idealną powierzchnią sutka, pięknie zaróżowionymi od ssania usteczkami niemowlaka? Nie. Więc skąd ten jad? Ta nienawiść?

Ja też wielokrotnie karmiąc publicznie zakrywałam się, albo chowałam. Ale przestałam. A dlaczego? Dlatego, że nie robiłam nic złego! Im bardziej próbowałam się ukryć czy schować tym bardziej zwracałam na siebie uwagę. Chowanie się po kątach, daje tylko sygnał społeczeństwu, że karmienie piersią to coś wstydliwego, coś z czym należy się chować. Gdy tak naprawdę jest wręcz przeciwnie! Karmienie piersią trzeba propagować, bo naprawdę słabo jest z tym w Naszym kraju i niejedna nie dwie instytucje o tym mówią, poczynając od Światowej Organizacji Zdrowia. To błędne koło. Chowamy się bo się krępujemy, a krępujemy się bo ukrywając się informujemy tylko wszystkich w okół, że robimy coś z czym powinnyśmy się schować.

Dziecko naprawdę da się nakarmić piersią dyskretnie – z bardzo prostego powodu – zazwyczaj zakrywa ono swoją główką pierś Mamy.

Kolejna sprawa – jak Wam przeszkadza, to się nie gapcie! Jak taktownie odwrócicie wzrok karmiąca Mama będzie Wam tylko wdzięczna, na pewno nie pobiegnie za Wami dzikim galopem z dyndającą piersią i krzykiem niczym Amazonka „Patrz ja tu karmię!!!”

I na koniec. Wielu uczestników tej dyskusji używa tego skretyniałego argumentu do, którego moja nienawiść sięga już głębokości jądra Ziemi.

„To moje zdanie i mam do niego prawo”

Nosz kurrrrrr….

Masz swoje zdanie i chwała Ci za to, ale niestety muszę Cię oświecić, dodanie do obraźliwego zdania przedrostka „To moje zdanie i mam do niego prawo” nie sprawia, że zdanie to przestaje automatycznie być obraźliwe.

Pozwól, że użyję przykładu. „Uważam, że jesteś obrzydliwym grubasem, do tego masz paskudną gębę!” Nie podoba się? No co! Przecież to moje zdanie i mam do niego prawo!

Nie biegamy po ulicy krzycząc do co drugiej osoby, że ma paskudne pryszcze, albo obleśne stopy, ale z wyjechaniem z tekstem, że karmiąca matka jest obrzydliwa, nie mamy już problemu. Bo przecież to jest nasze zdanie!

Gdzie tu się zaciera granica? Czy karmiąca matka to w jakiś sposób mniej człowiek? Czy jej karmienie, nawet publiczne z automatu daje nam prawo do obrażania?

Zarzuca się matkom karmiącym publicznie, że są niewychowane. A ja t odnoszę wrażenie, że niewychowany jest tutaj zupełnie kto inny.

#normalizebreastfeeding

Reklamy

Jedna myśl w temacie “„To moje zdanie i mam do niego prawo!” – czyli o karmieniu piersią w miejscach publicznych słów kilka.

  1. Peen pisze:

    Co ja mogę powiedzieć? Zgadzam się całkowicie. Nie rozumiem też, dlaczego najbardziej zgorszone czują się inne kobiety. Czemu fakt, że dziecko je z piersi, nie z butelki, jest taki odrzucający? Bo te same kobiety nie będą miały problemu z jedzeniem na plaży, obok kobiety opalajacej się topless, czy kiedy dwa stoliki dalej dziewczyna będzie miała głęboki dekolt (odsłaniający więcej niż odsłania matka karmiąca). Czyli to nie pierś jest problemem, a fakt, że dziecko z niej je.
    Zresztą, dlaczego widok kawałka piersi miałby być problemem? Nawet w kościołach można się spotkać z wizerunkiem matki boskiej karmiącej 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s