Nieambitna to ja.

Macierzyństwo mnie zepsuło. Wyłączyło mi chyba w mózgu jakieś ośrodki odpowiedzialne za pęd do robienia kariery, pięcie się po szczeblach drabiny sukcesu zawodowego, bycie wzorowym pracownikiem.

W poniedziałek wróciłam do pracy. Już parę tygodni wstecz, gdy ktoś mnie pytał jak się czuję z myślą o powrocie sama nie wiedziałam co odpowiedzieć. A zresztą trudno by mi było odpowiedzieć bo sama nie wiedziałam jak się z tym czuję. Z jednej strony radość, że odzyskam trochę przestrzeni dla siebie. Będę mogła skupić się trochę na sobie, na swoim rozwoju, w który przez parę lat przed narodzinami Julka sporo inwestowałam. Z drugiej strony smutno mi było. Nagle z dnia na dzień 6 godzin mojej doby miało zostać pozbawione obecności Dziecka.

I wziął mnie Szefu na rozmowę i pyta się mnie jakie mam plany. To nie było wcale trudne pytanie. I jeszcze rok wstecz natychmiast ułożyłaby mi się w głowie idealna odpowiedź na nie. Ale teraz, pierwsze co przyszło mi do głowy to „Być najlepszą Mamą na świecie”. Nie sądzę,  by to o takim planie chciał słuchać mój Szef, więc tylko przetrzepałam szybko umysł w poszukiwaniu tej dawno nie używanej szufladki z napisem „Kariera” i starałam się przypomnieć sobie jak to jest gdy zależy Ci na czymś więcej niż tylko spędzaniu dnia na gilgotkach, przytulasach, spacerach.

W tamtym momencie zrozumiałam, że to już się stało, nie mogę być już Mamą na „pełen etat”. Moje Dziecko musi się mną podzielić. Ja muszę podzielić się sobą i oddać kawałeczek swojego serca czemuś czemu de facto wcale oddawać go nie chcę.

Moja praca zawsze przynosiła mi satysfakcję. Ale teraz z całym szacunkiem – wydaje mi się tak szalenie nieistotna. Mam nieodparte wrażenie, że moja obecność potrzebna jest tak bardzo zupełnie gdzie indziej, bynajmniej nie za biurkiem w wielkim wieżowcu.

Zapewne to taka faza. Muszę się pewnie przestawić, przyzwyczaić. Ale ciężko jest. Gdy koledzy siedzą zatopieni w telefonach, mailach, spotkaniach. Ja myślami jestem w domu. Odtwarzam sobie każdy uśmiech, każdy kroczek, każde słodkie westchnięcie przez sen. Wracam do domu i cały świat mógłby dla mnie nie istnieć. Bo znowu jesteśmy razem i tylko to się liczy.

Gdy pojawia się w Twoim życiu ktoś za kogo oddałabyś życie, jak zmusić się do tego by zaczęło Ci zależeć na czymś poza Nim?

Czy tak się w ogóle da?

Czy serce matki jest tak zaprogramowane, że już na zawsze będzie zorientowane tylko w stronę jednego bieguna?

Więc wracam do domu z ciężkim jak tona ołowiu sercem, wiedząc, że znowu następnego dnia rano będę musiała wyjść. Sięgam po chustę i choć wcale nie chcesz motam Cię. By mieć Cię jak najbliżej siebie, chociaż przez godzinę, dwie. Ryję sobie w głowie wszystko to nowe czego się nauczyłeś gdy mnie nie było. Wdycham głęboko Twój zapach i sunę po skórze palcami by upewnić się czy nie zmieniłeś się za bardzo podczas mojej nieobecności. I staram się przekonać swoje serce, że wszystko jest tak jak trzeba. Taka kolej rzeczy.  Jestem młodą, wykształconą kobietą. Należy mi się. Ale to serce głupie nie chce się wcale słuchać.

Znowu jutro wstanę o 6:30, nałożę makijaż, ubiorę spódnicę i dołączę do szarego tłumu sunącego w stronę metra. I gdy minie 6 godzin w czarno-białym świecie, wrócę do domu i będę mogła poogrzewać się w cieple Twoje spojrzenia.

Może jestem nieambitna.

Może to pieluszkowe zapalenie mózgu.

A może po prostu.

Miłość.

Reklamy

4 myśli w temacie “Nieambitna to ja.

  1. Karola pisze:

    Przepiękny tekst, taki prawdziwy. Mnie powrót do pracy czeka dopiero za 4 miesiace a już teraz mnie martwi powrot i to że będe musiała zostawić mojego Szkraba pod opieką kogoś innego. Jestem przerażona tym, że ominą mnie jego nowe doświadczenia i nie będzie mnie kiedy np zapłacze bo mu będzie smutno, kiedy będzie się cieszyć, że coś się udało. Wspieram Cię swoim całym sercem bo wiem, że to trudny moment :*

    Polubienie

  2. Monika pisze:

    Aż się popłakałam, te pierwsze miesiące lecą tak szybko, a w kolejnych rozwój dziecka wcale nie ustaje, wręcz przuspiesza.. Też kiedyś muszę wrócić :/ i mam świadomość, że choćbym i do 16 lat czekała, to zawsze będzie powrót z ciężkim sercem. Podziwiam te wszystkie mamy, koleżanki z pracy co już to przetrwały, znam je od tej wesołej, uśmiechniętej, profesjonalnej strony, teraz wiem co kryje się w środku. Pięknie to opisalas Ania, mam nadzieję, że wyrzucenie tego Siebie choć trochę pokorze no inapisz koniecznie jeżeli kiedyś uda się do tego przywyknąć, potrzebuje przeczytać, że jest łatwiej 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s