Jak przez weekend uszyłam 40 czapek.

Jak  wiecie w  grudniu Michał sprezentował mi na Gwiazdkę, maszynę do szycia. Trochę to trwało zanim do niej siadłam, ale jak już siadłam to na całego!

Zaczęło się od tego, że chciałam kupić Julkowi komplecik czapeczkę i komin, zadowolona ze swojego zamiaru zaczęłam przeglądać w tym celu wszelkiej maści sklepy internetowe i zabiły mnie ceny, które były zaporowe, bo przepraszam, ale dla mnie 55 zł za taki komplet (to nawet nie jest pół metra materiału) plus koszt wysyłki to cena zaporowa!

Wtedy pojawił się pomysł, że skoro mam maszynę to czemu by nie uszyć? Wystarczy tylko kupić materiał – jak pomyślałam tak też zrobiłam, a że wiadomo matki to próżne istoty są pochwaliłam się efektami na znajomej grupie Mam z, którymi na codzień sobie gadamy w sieci – reakcja przerosła moje najśmielsze oczekiwania, okazało się, że wszystkie by chciały bym uszyła też ich maluchom takie komplety – wtedy jeszcze odmówiłam, bo miałam problem z prostym szyciem naokoło, ale kiedy uszyłam i spodenki i to szycie naokoło trochę poćwiczyłam to stwierdziłam, że czemu nie – pewnie i tak większość dziewczyn zrezygnuje i będę miała do uszycia co najwyżej kilka czapeczek – pffffff – na początku było to kilka, potem z kilku zrobiło się kilkadziesiąt. Nawet moje ostrzeganie, że dopiero się uczę i czapki mogą być krzywe i paskudne ich nie odstraszyło – chciały czapki i nie ma zmiłuj 😀 Zaczął się żmudny proces wybierania wzorów dresówek i zbierania materiałów (spróbujcie się dogadać z grupą dwudziestu mamusiek które nie mogą się zdecydować :D), na stanie miałam dwa wzory dresówek, ale powiedziałam, że mogę domówić, byle bez przesadyzmu z kwotą – ha! bez przesadyzmu, koniec końców domawiałam materiałów za ponad 300 zł 😀

Jak już zrozumiałam, że zbieranie zamówień i obwodów główek poprzez komentarze pod postem na facebooku to zły pomysł i poprosiłam o maile, zaczął się prawdziwy hardkor. Wyobraźcie sobie piękny poranek, sięgacie po telefon a tam skrzynka mailowa przytkana, przez matki wariatki (kocham Was <3) pałające żądzą czapek. Gdy przeliczyłam ile czego będę musiała uszyć padł na mnie blady strach – czterdzieści kilka czapek, do tego około dwudziestu kominów, było też kilka próśb o trójkątne chusteczki. Starałam się jeszcze nie panikować, ale jak kurier dostarczył mi do drzwi wielką stertę materiałów czułam jak resztki mojego spokoju ducha umykają przez parującą czachę próbującą rozkminić co ja sobie do cholery myślałam?

Wypiłam mocną kawę i postanowiłam jakoś tę pracę rozplanować – wiadomo, że najpierw wszystkie te czapki i kominy trzeba było wykroić. Boże. To były chyba 3 najnudniejsze wieczory w moim życiu. Mierzenie, rysowanie, przypinanie, wycinanie. I tak w kółko. Po wykrojeniu pozostało już „tylko” zszycie. Tylko. Takie tam. Sześćdziesiąt kilka kawałków materiału do pozszywania. Co to jest? Nic. Przecież siedzę na URLOPIE macierzyńskim, kilka wieczorów i po sprawie nie? 😀

Niestety mogłam szyć tylko wieczorami gdy Julek zasypiał już na noc, a że miał akurat wtedy okres zasypiania na noc o 22, to ja do maszyny siadałam o 22:30 i odchodziłam od niej o 1-2 w nocy. Zbiegło się to w czasie kiedy zaczęłam chodzić na 7 rano na taniec na rurze. Co oznaczało, że 2 razy w tygodniu kładłam się spać o 2 a wstałam o 5:30. Oczywiście w międzyczasie kilka razy budziłam się by nakarmić Julka 😀 Brzmi masakrycznie nie? I było! Na szczęście nadszedł weekend więc na całą sobotę i niedzielę wyrzuciłam Michała z Julkiem z domu co pozwoliło mi skończyć lwią część tego gargantuicznego zamówienia. Zdecydowaną większość uszyłam właśnie wtedy. 2 dni siedzenia po 8 godzin przy maszynie. Coś takiego może spokojnie wsadzić człowieka do Tworek, ciągle mi się wydawało, że słyszę terkot maszyny 😀

Ale udało się! Poszyte! Nastąpił kolejny etap pakowania i wysyłki – powinno niby pójść jak po maśle, ale nie zapominajmy, że było to jednak dwadzieścia kilka paczek wysyłanych naszą kochaną Pocztą Polską, a słałam je z moim nieodzownym towarzyszem kimającym w chuście na plecach – przez pierwsze 5 minut stania w kolejce było zabawnie – potem zaczęło mi się nudzić, no ale mam smartphone’a, fejsika i dużo zabawnych aplikacji, więc na jakiś czas miałam zajęcie, stalibyśmy w tej kolejce pewnie i z godzinę, ale Julek się przebudził i zaczął marudzić, to wyzwoliło lawinę dżentelmenów, którzy przepuścili mnie przodem, dotarłam do okienka z moim cygańskim mandżurem pewna, że nie zajmie mi to więcej niż 10 minut, o ja naiwna. Pani w okienku bardzo skrupulatnie i pojedynczo naklejała znaczki na każdą z paczek, a paczek było dużo. Znaczków było dużo. Czasu, który spędziłam przy okienku też było dużo.  Założę się, że Ci wszyscy dżentelmeni co mnie przepuścili bardzo wtedy żałowali swojego bycia dżentelmenami 😀

Ale poszło! Poleciało! Koniec!

Tia…

Wiecie jak to jest w świecie mam? Jak ktoś robi coś fajnego i robi to fajnie (ah ja skromna :D) to bardzo szybko roznosi się o tym fama, zaczęłam odbierać wiadomości o chęci kupna czapeczek od lokalnej grupy Mam chustowych, zamówień tych wystarczyło, bym znowu zakopała się w szyciu po uszy. W międzyczasie po otrzymaniu swojej czapeczki, moja koleżanka Sandra z bloga mamowo.com oznaczyła mnie na zdjęciach na Instagramie, to również przysporzyło mi klientów, zamówienie mam nawet od mojego gym buddy, z którą razem chodzimy na treningi. Nie wiem ile już mam uszytych kompletów za sobą. Dużo. I przede mną mam nadzieję dużo, bo bardzo mi się to spodobało i jest to dla mnie swego rodzaju relaksem. Kubek mocnej kawy. Ulubiona playlista na Spotify i cichy stukot maszyny. Przyjemny sposób na spędzanie wieczoru 🙂

Ale chciałabym napisać też czego to doświadczenie szycia mnie nauczyło, nie tylko w kwestii rzemieślniczej, ale również o sobie.

Wiecie, ja się przejmuję 😀 To chyba kwalifikuje mnie jako zdatną do pracy dla ludzi. Każda czapeczka. Każdy kominek był okupiony mega stresem. Czy będzie się podobało, czy nie będzie za duży, czy nie za mały. Zanim zapakowałam każde zamówienie oglądałam je z każdej strony czy na pewno nie ma jakiejś dziury o, której zapomniałam. Nie tyle męczyło mnie to szycie fizycznie co psychicznie, po prostu się stresowałam czy odbiorcy będą zadowoleni. Naprawdę stres był mega. Czapki dosłownie śniły mi się po nocach 😀 Oczywiście z każdym kolejnym zamówieniem dochodziłam do coraz większej wprawy, więc z czasem moja pewność siebie rosła i wiedziałam, że robię to jak najlepiej umiem.

Logistyka – o rety, nie tyle samo szycie było takie straszne co logistyczne ogarnięcie tego. Zebranie zamówień od każdego z osobna, większość Mam zamawiających zna mnie prywatnie więc pisały na prywatnym koncie facebookowym, na pewnym etapie zrobiło się tych zamówień tak dużo, że zaczęłam zapominać. Komuś coś obiecywałam, umawiałam się na dosłanie zdjęć materiałów, czy numeru konta i zwyczajnie wypadało mi to z głowy. Kompletnie nie byłam w stanie się z tym ogarnąć. W końcu zaczęłam prosić o maile, bo wiedziałam, że to prowadzi do nikąd.

Mam naprawdę mega mega meeeega satysfakcję z tego, że mogłam komuś sprawić taką małą przyjemność, jak uszycie tych czapeczek,  wiem, że nie wszystkie są idealne, ale uwierzcie mi w każdą z nich wpakowałam kawał serca i każde zdjęcie Waszych pociech w tych moich uszytkach napawa mnie ogromną dumą. Zrobiłam coś dla kogoś i się temu komuś spodobało. Fantastyczne uczucie 🙂

Może niektóre zawierają błędy, ale zawierają też duszę 🙂

Obiecuję też już nigdy nie narzekać na ceny rękodzieła – uszycie takiej czapki to 15 może 20 minut, wszystko fajnie gdy szyjesz na własne potrzeby, ale gdy szyjesz już w ilościach „hurtowych” naprawdę trzeba poświęcić temu dużo czasu. I nie ma zmiłuj. Ktoś na Ciebie liczy.

A oto galeria moich małych klientów:

P.S Każdego z Was chętnego na jakieś rękodzieło, zapraszam do kontaktu ze mną 🙂 Czy to czapeczka, czy spodenki, czy dywan na szydełku, kosz, gryzak – postaram się sprostać Waszym oczekiwaniom 🙂

Reklamy

4 myśli w temacie “Jak przez weekend uszyłam 40 czapek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s