Matki przeklinają szeptem.

Na wielkiej fali sukcesu niesie się ostatnio idea Rodzicielstwa Bliskości, wychowywanie dziecka nie jak małego niewolnika jak to kiedyś bywało, ale w szacunku i czułości.

Szeroko udostępniane są wzruszające cytaty i płaczliwe teksty, gdzie Matka wzrusza się nad swoim śpiącym maleństwem, blogosfera apeluje „carpe diem” dzieciństwo szybko mija. Żebym nie została zrozumiana źle, mój blog przecież aż kipi od tych wzruszających cytatów i płaczliwych tesktów – bo wzruszam się i płaczę często, a jakże! I nie zmienię w tych wpisach ani słowa, bo codziennie moje dziecko jest dla mnie źródłem nieopisanej dawki emocji.

Ale właśnie. Emocje. Tak, to jest miłość, wzruszenie, poczucie oddania, ale jest też druga strona medalu, złość, irytacja, frustracja, zmęczenie.

Natknęliście się kiedyś na jakiś wpis na blogu parentingowym na wpis pod tytułem „Moje dziecko mnie wkurwia!”, „Moje dziecko doprowadza mnie do szału”, „Mam dosyć mojego dziecka”, „Oddałabym moje dziecko do okna życia, ale niestety jest już za duże!” Oczywiście pełno takich stwierdzeń w tonie żartobliwym, to takie żarciki-kosmonauciki. Wiadomo, że nikt nie weźmie tego na poważnie.

Ale ja biorę.

Ja biorę te emocje na poważnie, bo one są, naprawdę są, towarzyszą mi codziennie. Kocham moje dziecko nad życie i nigdy nie żałowałam decyzji o zajściu w ciążę, gdybym straciła swojego syna całkiem prawdopodobne jest, to że po prostu bym umarła z bólu, ale nie zmienia to niestety faktu, że jestem człowiekiem. Człowiekiem, który przez 25 lat swojego życia przesypiał minimum 8 godzin dziennie, chodził do toalety sam i był absolutnym panem swojego czasu we wszystkich aspektach  życia. Człowiekiem, dla, którego wyjście z domu znaczyło tyle co założenie butów i narzucenie kurtki, człowiekiem, który mógł swobodnie przemieszczać się po mieszkaniu bez uczepionej u kostki małej osoby, człowiekiem, który mógł wyjść do łazienki umyć ręce nie martwiąc się czy przypadkiem w kuchni nie dochodzi do spotkania bliższego stopnia dziecka z kuwetą.

Więc tak, wkurzam się, denerwuję, mam ochotę wrzeszczeć i wybijać w ścianach dziury pięściami, a już najbardziej otwiera mi się scyzoryk w kieszeni jak słyszę „Przecież to tylko dziecko, on nie rozumie” – myślicie, że ja tego nie wiem?? Wiem! Mój mózg też to wie! Czy to sprawia, że nagle emocje znikają? Że instynkty znikają? Że jest łatwiej znosić nieustanny wrzask 20 godzin na dobę przez 7 dni w tygodniu? Łatwiej jeść 2 razy dziennie? Łatwiej wstawać po kolejnej wyrwanej z życiorysu nocy, bo dziecko stwierdziło, że 3:30 to już dzień?

Powiedzmy to wprost, szczerze i głośno, że nie jest zbytnio społecznie akceptowalne gdy matka okazuje słabość. Gdy straci nad sobą panowanie, gdy powie o jedno słowo za dużo, za głośno. Gdy ręka w kieszeni zadrży trochę zbyt zauważalnie. Czy stając się matką stałam się trochę mniej człowiekiem, który ma prawo do emocji? Do tego by być zmęczony? Do tego by się czasem po prostu wkurwić! Nie na dziecko. Na sytuację!

Ludzie mi radzą bym jadła więcej, regularniej, najlepiej co 3 godziny.

HAHAHAHAHAHHAHAHAAHAH!

HAHA!

Wiecie gdybym miała jeść co 3 godziny oznaczałoby to tyle, że ledwie bym skończyła jeden posiłek już musiałabym zaczynać następny. Mój posiłek TRWA 3 godziny. A dlaczego? Dlatego, że co 30 sekund muszę zrywać się od jedzenia by odcholować Julka od kocich misek, kuwety, kibla, szafki, garnka, kawałka błota z kółka wózka który usilnie próbuje skonsumować.

Tak, chcę wychowywać swoje dziecko w szacunku i miłości, ale chcę też wychowywać go w zrozumieniu, że od nikogo nie można wymagać, by zawsze był idealny. Bez skazy. Od siebie też nie powinien musieć tego wymagać. A matki trochę się zmusza by były idealne, niby powtarza się ciągle te frazesy, że matka też człowiek i ma prawo do błędów, ale jak przychodzi co do czego to wcale tak nie jest. Nieśmiertelny kult Matki Polki wciąż na posterunku.

Więc od dzisiaj przeklinam głośno, nie wstydzę się tego, że czasem Julian mnie wkurza, doprowadza do szału, i całkiem szczerze są momenty w których gdyby nie powstrzymywały mnie przed tym reperkusje prawne zwyczajnie zamknęłabym go w szafie. Na godzinkę. Dwie. Ewentualnie siedem.

Czy to oznacza, że kocham go jakoś mniej? Moje wychowanie ma jakąś mniejszą wartość? Nie, oznacza tylko tyle, że co ja będę walić ściemy – nie chcę kłamać sobie czy światu w twarz.

Jestem matką. Jestem człowiekiem.

Tak, przeklinam.

Tak, krzyczę.

Tak, mam z tego powodu poczucie winy.

Ale od dzisiaj już nie.

Można kochać swoje dziecko nad życie, nosić go tulić i jednocześnie czasem nie dawać rady.

Wszystkie wiemy że granice miłości do naszych dzieci są bardzo szerokie, to prawdziwy Wielki Kanion miłości, ale wiemy też i nie bójmy się do tego przyznać, że jak nikt inny  to właśnie te same nasze dzieci, potrafią postawić nasz stan emocjonalny bardzo blisko tych granic. W chwili gdy jest godzina 23 a Ty uświadamiasz sobie, że miałaś dzisiaj w ustach tylko kanapkę i szklankę wody, Wielki Kanion wydaje się nagle bardzo mały.

 

Reklamy

9 myśli w temacie “Matki przeklinają szeptem.

  1. Olga pisze:

    też często mam ochotę wsadzić synka do szafy i wyjść z pokoju…Kocham go nad życie, ale przed porodem miałam więcej cierpliwości niż teraz (albo nie była wcześniej wystawiana na taką próbę)

    Polubienie

  2. P. pisze:

    Pod tą wypowiedzią kryją się zatem pytania: do kogo ten żal i frustracja? czy aby nie za bardzo się staram? czy pod pojęciem miłości nie kryje się kontrola, lęk o dziecko? Czego się boję? Z czym sobie nie radzę? Dlaczego nie potrafię prosić o pomoc? co doprowadza mnie do wściekłości, frustracji? czy mam prawo płakać? czy mam prawo odpoczywać? czy mam prawo zrobić coś dla siebie, a jeśli tak to dlaczego nie potrafię? czy aby nie skupiam całkowitej uwagi na dziecku lekceważąc swoje potrzeby? a gdzie w tym wszystkim mąż/partner? czy mnie wspiera? czy jestem szczęśliwa w swoim związku?

    Polubienie

    • pierogowamama pisze:

      Serdecznie dziękuję za psychoanalizę, ale gdybyś śledziła bloga, wiele z Twoich tez upadłoby 🙂 Post nie ma podwójnego dna, nie kryją się pod nim żadne pytania, nie mam żadnego żalu ani frustracji – chcę by przestał pokutować mit matki polki z wiecznie przyklejonym uśmiechem, chcę by matki przestały się wstydzić tego, że macierzyństwu nie zawsze towarzyszą tylko pozytywne emocje, ale też negatywne – i nie ma w tym nic złego 🙂

      Polubienie

  3. Ariel pisze:

    A co ja mam zrobic kiedy mam 9latka w domu ktory swoja bezmozgowoscia mnie tak irytuje ze jest to cos okropnego mam dwoje dzieci drugi 6lat jest madrzejszy od 9latka starszy syn idzie do trzeciej klasy wg. Mnie i moich spotrzezen bylem bardziej ogarniety niz on….. Moj 6 latek lepiej czyta od niego. Starszy interesuje sie tylko tym jak cos rozje….. Jak zmeczyc psa ze az piszczy i jak spuscic w pier…. Mlodszemu? Moja metoda wychowawcza polega na tym iz dre na niego ryja tak mocno ze kiedys stracilem glos…. Moj ojciec za takie zachowanie lal mnie pasem wojskowym z klamra i na cale zycie mi przechodzilo… Takie bylo wychowanie i jestem bormalny nie jestem zbirem mam dobrze platna prace etc. Moja zona z kolei lache kladzie totalna na wszystko co ja buduje pod jej nie obecnosc tzn dyscypline itd. Zaznaczam ze nigdy reki nie podnioslem na dziecko chyba ze jakis tam klaps… Pisze bo juz czuje ze nerwy mi siadly telepie mnie jestem tak zly ze nie moge tel w rekach utrzymac, moja zona dzwoniac do niej informujac ja o sytuacji milczy…. Prosze o pomoc…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s