Rozmowy o Chustoświrstwie cz. 1 – Marta z Zamotani.pl

Dawno nic nie było o tym co mi tam w tej chustowej duszy gra. Pomyślałam, że czas to zmienić, bo chcę się dzielić, dzielić tą pasją, do noszenia, do bliskości.

Ponieważ historie chustowe innych Mam zawsze mnie trochę ciekawiły, postanowiłam poprosić o opowiedzenie ich inne Mamy  – na pierwszy ogień Marta Klewińska – autorka bloga Zamotani.pl, doradca noszenia w chuście ClauWi, podwójna Mama, 4-letniej małej blondyneczki Julianki oraz 7-letniego kawalera  Kuby.

To do Marty trafiłam na swoje pierwsze konsultacje chustowe, więc jest trochę Matką Chrzestną mojego chustowariactwa.

Opowiada o swojej historii, swoich początkach, codzienności z chustą, trochę o tym dlaczego zdecydowała się akurat na „zawód” doradcy i jak inspirują Ją inne Mamy, które codziennie spotyka na swojej drodze jako Doradca.

Zapraszam!

1. Opowiedz swoją historię Chustoświrki, przejdź się od nowa swoją drogą do Chustoświrstwa, jakie były Twoje początki? W jaki sposób chusty w ogóle pojawiły się na drodze Twojego macierzyństwa? Masz dwoje dzieci, pierwsze pojawiło się na świecie gdy na chusty nie było tak wielkiego boomu jak dziś, jak to było z tym chustowaniem wtedy?

Faktycznie trochę jest tak, że 7 lat temu to było zupełnie inne chustowanie. Zmieniły się chusty, trochę wiązania, zmieniła się bardzo świadomość rodziców. Swojego pierwszego dziecka nie nosiłam w chuście, bo naprawdę nie liczę kilku incydentów z chustą czy nosidłem. Chusta weszła w moje życie wraz z narodzinami córki, to był dla mnie przełom rodzicielstwa. Juliana nie widziała wózka na oczy. Nawet nie z przyczyn ideologicznych, po prostu chusta tak nam się sprawdzała.Mam więc dwa zupełnie inne doświadczenia z dziećmi i z chustą, może dlatego tak łatwo mi jest zrozumieć różne problemy rodziców, bo sama wiem, że każde dziecko jest inne.

2. Czy czujesz by chustowanie w jakiś szczególny sposób umocniło / zmieniło Twoją relację z dziećmi?  Czy stało się w jakiś sposób katalizatorem do zmiany w postrzeganiu przez Ciebie macierzyństwa?

To nie jest tak, że jak się nosi dziecko w chuście to jest się lepszym rodzicem, a jak się nie nosi dzieci to jest się gorszym. Myślę jednak, że chusta to pewne narzędzie, które ułatwia pewne mechanizmy. Może mieć wpływ na relacje z dzieckiem. Skłamałabym gdybym powiedziała, że chusta nic nie zmieniła. Wraz z narodzinami córki, wraz z chustowaniem, a wreszcie z ukończeniem 1 etapu kursu w 2012 roku na doradcę, moje życie weszło na inne tory. Na pewno otworzyło mnie to na inne możliwości, to była długa droga poszukiwania siebie.

3. Jak na chustowanie zapatrywał się Twój mąż? Wspierał Cię, pieszczotliwie wyzywał od wariatek motających dzieci w szmaty :)? Nosi?

Mój mąż zawsze był i jest moim przyjacielem i daje mi bardzo dużo przestrzeni na to co robię, jak robię, jakie decyzje podejmuje nie tylko dla siebie, ale i dla rodziny. Przyjmował to wszystko bardzo naturalnie i też brał czynny udział w noszeniu dzieci, nie w takiej skali jak ja. Myślę, że tyle ile potrzebował. Ja też nigdy go nie uczyłam, ani nie naciskałam, że musi nosić. Chciał to nosił, zresztą nosi do tej pory, bo dzieciaki choć już są duże to lubią wskoczyć ojcu na barana.

4. Czy pamiętasz by był jakiś szczególny dzień / moment, w którym wzniosłaś oczy ku niebu i szeptem podziękowałaś temu ktokolwiek wynalazł chusty bo bez niej zostałabyś mordercą niemowląt, albo stałą bywalczynią zakładu psychiatrycznego?

No gdzieś pomiędzy 0-6 miesiącem życia Julianki, kiedy byłam w domu z dziećmi sama, a Kuba dosyć szybko jeździł na rowerku biegowym i nie chodził jeszcze do przedszkola, to myślę, że mogłoby to być nawet codziennie.

5. Czy jako świeża chustomama miałaś momenty zwątpienia? Że rzucałaś chustę w kąt, z przeświadczeniem że to nie dla Ciebie, wszystko robisz źle, nic Ci nie wychodzi? Co poradziłabyś takim chustonówkom, którym braknie już cierpliwości?

Mnie było łatwiej niż innym mamom, które zaczynają nosić swoje dzieci. Nosząc Juliankę byłam doradcą noszenia, miałam odpowiednią wiedzę i dużo spokoju i dystansu do tego tematu, choć może dystansu jeszcze nie miałam, tego się musiałam nauczyć. Ja nie lubię radzić, wolę słuchać. Choć w sumie cały mój blog jest pewnie jednym wielkim poradnikiem. Myślę, że każda mama musi się nauczyć patrzyć nie tylko na potrzeby dziecka, ale i swoje. Z chustą tak jest, że to ma być dla dwojga, nie tylko dla jednego.

6. Jakie reakcje w rodzinie wzbudzało Twoje noszenie? Komentarze były pozytywne / negatywne? Udało się opędzić od odwiecznej powtarzanej jak mantra zasady „Nie noś bo przyzwyczaisz?” 🙂

Ja nie miałam takich historii od bliskich. Dla nich to co robiłam i robię z dziećmi zawsze budziło raczej dużo zadowolenia i akceptacji. Mam dużo wsparcia od nich i zaufania do tego jaką drogą rodzicielstwa idę. 

7. Czy uważasz że chustowanie ma jakieś wady? Czy w jakiejś sytuacji u Ciebie się nie sprawdziły?

Wręcz przeciwnie myślę, chusta to jedna z niewielu rzeczy, która mi się sprawdziła na takim poziomie. Ale wierzę, że nie u każdego może tak być, po pierwsze nie musi, po drugie co już mówiłam wcześniej, każde dziecko jest inne, każdy rodzic jest inny. To co się sprawdza u innych może nie zadziałać u drugich.

8. Kiedy poczułaś, że Twoją drogą jest zostanie doradcą chustowym? Dlaczego oprócz oczywiście pasji do chust zdecydowałaś się na taki „zawód”?

Na kurs poszłam z 2 miesięczną Julianką, trochę dla siebie, trochę dla innych. Pasję przekułam w pracę. Nie żałuję. Szczególnie, że za tym wszystkim poszedł też blog, dzięki temu mam poczucie, że rozwijam się na trochę większej przestrzeni, nie tylko chustowej. I robię to co lubię, piszę, opowiadam, spotykam się z ludźmi, staram się dać im wsparcie. 

9. Jako doradczyni spotykasz zapewne wiele mam na początku swojej drogi chustowej, czy możesz podzielić się jakąś historią jednej / kilku z nich, która w jakiś specjalny sposób zainspirowała Cię? Sprawiła, że poczułaś szczególny sens wykonywanej przez siebie pracy?

Ja mam takie szczęście, że zazwyczaj przychodzę do ludzi i czuję się z nimi bardzo dobrze. Myślę, że dzięki temu, oni też czują, że jestem po ich stronie. Zdecydowanie w tych relacjach najbardziej mi zależy, na dobrym kontakcie z rodzicem by czuł, że jestem tu bardziej dla niego, a nie dla dziecka. Potrzeby dziecka są bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Dla mnie najważniejsza jest relacja z rodzicem, jego potrzeby i bym mogła mu jak najlepiej pomóc i ułatwić. Znaleźć sposób, by czuł, że będzie ok, że to mu pomoże, że się sprawdzi. Rodzic musi w to uwierzyć, musi to poczuć. Do każdego podchodzę indywidualnie i nie uczę jednego wiązania w kółko, dopasowuję się. Czasem kosztem odłożenia na bok swoich oczekiwań jako doradcy. Dlatego każda historia i rodzina jest dla mnie wyjątkowa i inna. Uwielbiam poznawać nowe rodziny i patrzeć na to jak cudownie odnajdują się w nowej roli, to jest dla mnie największą motywacją.

10. Jedna z grup chustowych na facebooku przekroczyła ostatnio liczbę 10 tysięcy członków, w związku z tym Administracja zorganizowała akcję #10tysiecypowodow dla których członkinie grupy chustują, podzieliłabyś się takim SWOIM powodem? Takim, który siedzi Ci głęboko w sercu?

Ja chyba nie mam jakiegoś mocno przemyślanego powodu, ja nosiłam, bo mogłam. I teraz uczę innych nosić, bo po prostu można. Wystarczy poczuć taką potrzebę i tyle. Nie mówię o motywacji, bo ona u każdego może być inna.

11. Jesteś członkinią środowiska chustowego już od dłuższego czasu, jaka jest Twoja opinia o nim? Czy jest to przyjemne środowisko, otwarte? Zachęcające młode mamy do idei chustowania, promujące je?

Ja nie do końca jestem w tym środowisku. Myślę, że jestem trochę poza nim. Po pierwsze z racji tego, że nie noszę już swoich dzieci. Jestem oczywiście w swoim środowisku chustowym, wśród doradców i innych osób, którym temat chustonoszenia jest bliski, lub to co robią jest pokrewne z tym w jakim obszarze ja działam. Mam kilka takich swoich miejsc, gdzie czuję się dobrze. Ale to środowisko chustowe o którym Ty piszesz to jest zupełnie co innego. Ono jest przede wszystkim zmienne, tzn mniej więcej wymienia się co 1-2 lata, bo mamy noszą swoje dzieci a potem przestają, bo dzieci wyrastają i pojawiają sie nowe mamy i tak w kółko. Trudno mi się wypowiadać na temat środowiska, którego nie znam. Ja staram się skupiać na tym co ja robię i za co jestem odpowiedzialna.

12. Czy uważasz by chustowanie w jakiś sposób wpłynęło na Twoje dzieci? Przyczyniło się do ich rozwoju w taki czy inny sposób?

Myślę, że tak. Ale żeby to sprawdzić to musiałabym te same dzieci, wychować dwa razy, a tego się niestety nie da zrobić. Mogę się jedynie domyślać jak to na nas wpłynęło. Na pewno chusta, karmienie piersią, spanie z nami i wiele innych rzeczy na które jest zgoda w naszym domu, dla nich jest to po prostu normą. A dla mnie ważną informacją, że ziarno zostało zasiane, bo może dzięki temu będzie im łatwiej, kiedy założą już własne rodziny.

13. Choć idea chustonoszenia zatacza coraz szersze kręgi wciąż mnóstwo jest mam, które nie mają o niej pojęcia, jak Twoim zdaniem noszące Mamy powinny przyczyniać się do rozpromowania tej idei?

Ja myślę, że najlepiej coś pokazywać poprzez przykład. Ja noszę i mi się to sprawdza. Moje dziecko zasypia w chuście i jest spokojne, dobrze nam tak. Jednak warto pamiętać, że żeby mówić, trzeba się upewnić czy ta druga strona na pewno chce słuchać, bo jeśli nie chce to i tak tego nie usłyszy. 

14. W którym momencie poczułaś że prawdziwie jesteś chustoświrką? Czy to było wtedy gdy przypadkiem zauważyłaś, że nie wiesz jakim cudem nagle masz 10 chust czy wtedy gdy w historii konta bankowego zobaczyłaś przelew wychodzący na kwotę stanowczo za wysoką jak na kawałek szmaty? 🙂

Jeśli taka jest definicja chustoświrki to chyba nigdy nią nie byłam 🙂 Ja mam do chust bardzo racjonalne i praktyczne podejście. Chusta to narzędzie, ma spełniać kilka ważnych czynników by dobrze działać, by ułatwiać i wspierać. Jasne, jeśli już siedzimy w temacie długo to otwierają się kolejne możliwości takie jak właśnie posiadanie więcej niż jedna czy dwóch chust. Ale początkująca chustomama w ogóle o tym nie myśli. Jednak nie powiem, z nostalgią wspominam mój gorący okres chustonoszenia i półkę pełną ukochanych chust, różnych żakardów i domieszek. Nie zostawiłam sobie, ani jednej. Jak to się mówi, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

 

A jakie są Wasze historie?

Podzielcie się nimi w komentarzu!

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Rozmowy o Chustoświrstwie cz. 1 – Marta z Zamotani.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s