Jak (nie) zostałam Masterchefem cz. 4 czyli narodziny (B)obasa (L)epiej (W)iedzącego.

Dawno już dawno nie było wpisu Masterchefowego. Troszkę mi było głupio. Bo miałam ten wielki plan na idealne rozszerzenie diety. Wszystko poukładane w głowie, co, gdzie kiedy i jak. Miało być pięknie. A wyszło jak zwykle.

Na pewnym etapie podawania papek Julek odmówił jedzenia z łyżeczki. Teraz z perspektywy czasu wiem, że nie nastąpiło to jakoś nagle. Stopniowo przygotowywał mnie do tego, że on z łyżeczki jadł nie będzie, że nie chce być karmiony. Każdego dnia przy obiadku zaciskał swe idealnie wykrojone usteczka i odmawiał dalszego posiłku coraz wcześniej i wcześniej i wcześniej, aż w końcu nie jadł nic. Myślałam, że może zmieniły mu się smaki. Próbowałam z kaszami, mięsami, jajkami, żółtkami i innymi duperelami.

Nie działało.

Za radą koleżanki zrobiłam mu tydzień przerwy bo a nuż widelec może „zatęskni”.

HAHAHA!

Co ja Dziecka swojego nie znam? Taaaa… zatęsknił jak nie wiem, on przez ten tydzień przerwy był tak szczęśliwy, że wreszcie go nikt nie torturuje wpychaniem mu do buzi jakichś paskudztw, zupełnie jak nie to dziecko!

Nie wiecie tego, ale nie chciałam stosować przy Julku metody BLW (Baby Led Weaning lub po polsku Bobas Lubi Wybór), bardzo ogólnie metoda polega na podawaniu dziecku jedzenia w kawałkach i pozwalanie by jadło totalnie samo. Omija się etap papek i karmienia łyżeczką. Wszystko oddaje się pod kontrolę dziecka. Gdy pierwszy raz usłyszałam o tym sposobie wprowadzania posiłków stałych to jakoś tego nie „czułam”, nie wyobrażałam sobie, jakim cudem tak małe dziecko może jeść samo. W wyobraźni widziałam tylko jedzenie rozpirzone po kuchni i buraki wsmarowane w ściany. Ale miesiące mijały, Julek rósł i dalej nie jadł nic poza piersią. Więc przemogłam się i postanowiłam spróbować.

Nie będę się wielce rozpisywać bo to był po prostu strzał w dziesiątkę. Od pierwszego posiłku, który pozwoliłam mu zjeść zupełnie samemu, kompletnie się w to nie wtrącając moje dziecko jadło – po prostu podnosiło sobie kawałeczki jedzenia i wkładało je do buzi!!!!! Zrozumcie mój stan jak to zobaczyłam. Matki, która przez prawie 3 miesiące walczyła z wpychaniem kaszek i zupek łyżeczką, matki, która z frustracją wywalała kolejne porcje do toalety, matki, która z soczystymi przekleństwami na ustach po raz 20 podgrzewała to samo, matki, która doprowadzała swoje dziecko do płaczu, zmuszając je do jedzenia czegoś na co zwyczajnie nie miało ochoty.

Od tamtej pory jedzenie jest zabawą, przyjemnością! Mogę eksperymentować w kuchni, wychodzić totalnie poza schematy, nie jest to już wiecznie ta sama rutyna: obierz-ugotuj-zblenduj-nakarm. Codziennie wybieram nowe przepisy i z przyjemnością patrzę jak mój syn poznaje coraz to nowsze smaki.

Co w tym najpiękniejszego? Gdy On je, ja też jem!! Nareszcie mogę zjeść ciepły obiad! Dodatkowo czuję, że buduje to super więź, jemy razem, spędzamy ze sobą wartościowy czas, nie ma tu frustracji i złości.

BLW pomogło mi wrzucić na luz i zrozumieć, że nie mam prawa zmuszać swojego dziecka do jedzenia, nie martwię się już czy Julek zjadł całą porcję czy pół. Cieszy mnie gdy widzę, że choć jeden kęs wziął sobie z tacki sam i wsadził go do buzi. Napawa mnie to niesamowitą dumą i satysfakcją gdy widzę, że z każdym dniem zyskuje coraz to nowsze umiejętności, jak dziwi się kolejnymi smakami, jak sprytnie oddziela sobie to co lubi od tego co mu nie smakuje.

Teraz wydaje mi się to takie naturalne, takie proste – po prostu siadamy razem i jemy. Nie myślę już z niechęcią od kolejnym dniu gdy będę musiała mu na siłę wpychać znienawidzoną kaszę, z radością wertuję książki z przepisami i blogi by skomponować mu menu na kolejny dzień.

Oczywiście, wiele ląduje na podłodze, ale zauważyłam, że z każdym tygodniem coraz mniej i coraz częściej zaczynają lądować tam rzeczy, które mu zwyczajnie nie smakują. Nawet jeśli czegoś nie zje, potrawy te mogę spokojnie dojeść po nim! Nic już nie muszę wyrzucać a co za tym idzie nie marnuję swojego czasu ani pieniędzy.

Martwiłam się o zakrztuszenia – to jest kolejny fenomen tej metody – dziecko jedząc samo, samo uczy się radzić sobie z za dużym kawałkiem jedzenia. Kilka razy wpakował sobie do buzi coś za dużego, był odruch wymiotny i od tamtej pory już się to nie powtórzyło, po prostu nauczył się już, jaki maksymalnie kawałek jest w stanie połknąć i tylko takie bierze do buzi. Nie mieliśmy ani jednej alarmowej sytuacji jeśli chodzi o zakrztuszenie. Oczywiście my ruszyliśmy z BLW gdy Julek już stabilnie siedział, tak jak jest to rekomendowane.

Właściwie sama nie wiem czemu tak długo upierałam się z tą łyżeczką, skoro Julek już od początku sygnalizował mi, że nie jest to sposób karmienia który mu odpowiada. Przygoda z rozszerzaniem diety, nauczyła mnie, że czasami dzieci naprawdę wiedzą lepiej. I warto odsunąć na bok swoje uprzedzenia i dać się maluchowi poprowadzić.

Jedyny minus BLW z mojego punktu widzenia – podejście starszego pokolenia – niestety panuje tu okropna obsesja jeśli chodzi o KONTROLĘ nad tym co dziecko je i ile je. Wysłuchuję bardzo dużo marudzenia, ale cóż. Jak to z wieloma rzeczami bywa gdy jest się młodą mamą – jednym uchem trzeba wpuścić, a drugim wypuścić!

Powodzenia Masterchefowie! Ja oddaję fartucha Julkowi, to on rządzi w kuchni 🙂

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Jak (nie) zostałam Masterchefem cz. 4 czyli narodziny (B)obasa (L)epiej (W)iedzącego.

  1. Jagna pisze:

    Póki co jeszcze dokształcam się w kwestii BLW ale już nie mogę doczekać się rozszerzania diety mojego małego głodomorka. Hubi (5 miesięcy) coraz częściej i z większą ciekawością zagląda mi do talerza gdy trzymając go na kolanach próbuję coś zjeść. Myślę, że to będzie dobra zabawa dla nas obojga 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s