Miałam marzenie.

Jeżeli czytacie ten post po północy to znaczy, że za jakieś 21 godzin minie 9 miesięcy odkąd na świecie pojawił się mój Syn.

A u Nas wszystko po staremu, dni niepostrzeżenie sączą się przez palce, wypełnione pieluchami, karmieniami, przytulakami, tysiącami buziaków bo codziennie odnajduję na Tobie tyle miejsc, które wydaje mi się, że nie zostały jeszcze wystarczająco wycałowane, wykochane. Staram się zapamiętywać te wszystkie momenty, choć wiem, że wiele wyślizguje mi się z głowy i łapię się czasem na tym, że już nie pamiętam jak to się stało, że siedzisz, raczkujesz, wstajesz, tak ładnie sam jesz śniadania i obiadki, że masz już do cholery 9 miesięcy!

Gnębi mnie to, że doba ma tylko 24 godziny, miesiąc 30 dni, a rok 365 – to za mało, za krótko, jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć wczoraj z Tobą, a tu już jutro dobiega końca.

Nie zdążyłam się zorientować, że to już, teraz, to wielkie BUM, codziennie patrzę na Ciebie i coś świta mi w głowie, ale jak zwykle coś mnie rozproszy, coś zgasi tę małą żaróweczkę, która czasem niepewnie przypomina o swojej obecności.

Ale dzisiaj już wiem.

Zdradzę Wam małą tajemnicę – od dziecka gdy widziałam spadającą gwiazdę, czy zdmuchiwałam świeczki na torcie i wszyscy gorączkowo szeptali „Pomyśl życzenie, pomyśl życzenie!” – zawsze miałam pustkę w głowie, nie wiedziałam co to jest to wielkie życzenie, nie wiedziałam co to jest to nieuchwytne coś, co magicznie sprawiłoby, że rozbite kawałki mojego życiorysu nagle ułożyły się w jedną spójną całość. Zawsze był to jeden puzzel, którego nigdy nie mogłam dopasować.

Dziś już wiem, że dobrze, że niczego sobie nie życzyłam przy tych tortach i gwiazdach. Zostawiałam sobie to marzenie na później, bo wiedziałam, że musi być to coś specjalnego, absolutnie wyjątkowego – żadna tam lalka czy miś, nowa sukienka czy wygrana w totolotka.

I tak nie ma takiego słowa, w którym zawarłoby się ostatnie 9 miesięcy, które to właśnie są moją wielką kumulacją spadających gwiazd i zdmuchanych świeczek na tortach urodzinowych.

Przebujane w fotelu momenty z Tobą w ramionach.

To wielkie zdziwienie, że nie nastąpił żaden wybuch, nie zagrały fanfary, i nie wiem dlaczego wpadłam na to dopiero wtedy, dopadła mnie w jednej sekundzie świadomość spełniającego się wielkiego marzenia, w powietrzu przeskakiwały iskierki nieopisanej magii właśnie wtedy ten ostatni puzzelek wskoczył na swoje miejsce. Wiesz co to był za moment Synku? Wiesz co to był za dzień? To był pierwszy świt, kiedy obudziłam się już jako Mama. I to nie byle jaka Mama. Twoja Mama.

Jesteś moim wielkim spełnionym marzeniem, którego przez tyle, tyle lat nie umiałam nawet nazwać – zrozumiałam co się dzieje dopiero wtedy gdy miałam to już pod nosem.

 

Miałam marzenie.

I spełniłeś mi się.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s