Moje 6 tygodni z FireWorkout.

Moja walka o to by nie być stereotypową Matką Polką w rozciągniętym dresie i z 20 kilogramami nadwagi trwa od sierpnia, ale od 6 tygodni pomagają mi w niej treningi z Kasią Bigos twórczynią autorskiego programu FireWorkout na, które chodzę 2 razy w tygodniu.

Kilka miesięcy temu zaczęłam przepoczwarzać się z kanapowej gąsieniczki w fitmotylka i kiedy domowe treningi przestały mi wystarczać, zapragnęłam wyjść ze swojej jaskini macierzyństwa do ludzi. Poczuć motywacyjną moc grupy, zobaczyć tę różnicę w treningach nadzorowanych przez profesjonalnego trenera.

Ponieważ wydawało mi się, że te 3 miesiące treningów w domu (częściowo z Mel B, częściowo z Bigosem (swoją drogą rewelacyjnie adekwatne nazwisko jak na trenerkę fitess nie? :D) poprzez aplikację Fitnoteq) jestem w formie, zdecydowałam się na bardzo intensywny trening Kasi, przyszłam pierwszy raz, taka wielce dumna z siebie i co? I dostałam wpierdziel 😀 Wpierdziel taki, że ze 3 dni później miałam problem z tym, żeby usiąść na kiblu bez syku bólu.

Za każdym razem wychodzę z tych zajęć skatowana fizycznie, ale psychicznie mogłabym góry przenosić! To nie jest zwykły fitness, tutaj każdy trening jest inny i zaskakuje czymś nowym, każdy jest niesamowitym wyzwaniem, każdy daje niesamowite poczucie siły i pokonania siebie, bo znowu się udało, koniec treningu a  Ty nie umarłaś.

Kiedyś nie uwierzyłabym, że na taki wycisk można się cieszyć, ale ja się cieszę – SERIO! bo to niesamowita odskocznia, wiecie jak się świetnie można oczyścić po takim dniu z 7 miesięczniakiem, który pierdyliard razy doprowadził Cię do szału? Wchodzę do Kaśki na salę i tego nie ma. Jestem tylko ja i podłoga. I dwa głosy w mojej głowie, jeden, który mówi „Nie dasz rady, po co się tak męczysz, przecież jesteś szczupła, masz dziecko należy Ci się odpoczynek” i drugi „Możesz wszystko, jesteś niepokonana” i każdy trenio u Kasi sprawia, że zwycięża ten drugi głos, a ja znowu wstaję i cisnę dalej. I w podskokach lecę do domu bo dałam radę!

Pewnie, że są dni kiedy się nie chce, kiedy mam ochotę puknąć się w głowę gdy staję na macie po nieprzespanej nocy i słyszę „Dzisiaj 100 burpees na czas” i pytam sama siebie „I na co Ci to babo? Fitmom Ci się zachciało”, ale nie rezygnuję nigdy.

Ciągle jeszcze przede mną długa droga, codziennie odkrywam swoje nowe granice, które chcę przekraczać. Słaba jest moja dieta. Gdy pracujesz na etacie, jesteś w stanie zaplanować sobie chociaż te 5 minut na posiłek, przy małym dziecku nie da zaplanować się nic. No ale chcę być fit nie? Nie cherlawa tylko fit. Więc mój nowy cel to dieta.

Wracając do efektów pracy z Fire, żałuję, że się nie pomierzyłam, bo w obwodach na pewno poleciało mi dużo, ale zerknijcie na zdjęcia poniżej one mówią same za siebie:

IMG_3153

IMG_3150

I zdjęcie w bardzo adekwatnych gaciach w supermena, żadnych oszustw, żadnych filtrów, widać wszystkie moje rozstępy i sflaczałą skórę, ale kogo mam oszukiwać? To jednak ciało, które nosiło i wydało na świat życie. Ciało, które kilka miesięcy temu, ważyło 30 kilo więcej. Focia z lewej to początek mojej drogi. Focia z prawej dzień dzisiejszy.

IMG_3151

Na zakończenie. Co tu dużo słodzić, Kasiu jeśli to czytasz to wybacz mi 🙂 Kaśka jest potworem, nie ma u niej żadnego machania zwiędłą nóżką, wymyśla straszne kombinacje, na każdych zajęciach mam taki moment, że mam ochotę wstać powiedzieć, że dziecko płacze i sorry ale muszę wyjść. Ale warto, naprawdę, naprawdę, naprawdę warto! Mamuśki do boju! Macie tę moc (dżizas, brzmię jak bohaterka disnejowskiej kreskówki). Więc dupki w górę! Nie słuchamy tego głosu co Wam każe leżeć na kanapie i jeść chipsy, wybieramy ten, który mówi, weź wstań i zrób 100 przysiadów 😀

P.S

Dostałam prośbę o jadłospis. Wrzucę go, ale, ale! Nie polecam raczej wzorować się na nim bo jest słaby – moja dieta to moja główna słabość niestety.

Śniadanie – owsianka z dorzuconym do niej zgniecionym bananem posypana łyżeczką cynamonu, lub łyżeczką ciemnego kakao – jeżeli nie chcecie słodzić bananem spróbujcie syropem klonowym, ja kiedyś tak robiłam ale syrop mi się skończył a nie mam kiedy iść i kupić 😀 Lub! Jak nie mam czasu na owsiankę to kroję banana, dorzucam 10 winogron i zalewam 100 gramami jogurtu naturalnego typu greckiego, do tego kilka garści otrąb żytnich.

II śnianie – rzadko kiedy udaje mi się je zjeść, jak już się uda to jest to banan, garść orzechów, kilka płatków chrupkiego pieczywka WASA

Obiad – rzadko kiedy udaje mi się niestety zjeść w porze obiadowej, częściej jest to bliżej godziny 17-18 kiedy Pierogotata wraca do domu. Jest to najczęściej duszone lub gotowane na parze mięso – kurczak, cielęcina, indyk – raczej unikam wieprzowiny i wołowiny – nie jem smażonego, do tego brązowy ryż lub kasza. Ziemniaków nie jemy z bardzo prostego powodu – nie chce się nam ich gotować 😀 Na warzywo róźnie – kiszona kapusta, ogórki, pomidory, co nam akurat wpadnie w rękę w sklepie.

Kolacja – kanapki, jemy pieczywo żytnie, białego już od dawien dawna nie jemy, na tych kanapkach ląduje bardzo róźnie – pasztej sojowy, ser pleśniowy, łosoś wędzony, chuda wędlina drobiowa, na to jakaś sałata, ogórek czy pomidor.

Co do napojów, piję bardzo dużo zielonej herbaty jaśminowej bo lubię, dodatkowo mnie uspokaja co jest pożądane bo codziennie jestem bliska dokonania mordu na moim dziecku 😀 Piję jedną kawę rano – więcej niestety nie mogę bo Julian i bez dodatkowej porcji kofeiny z cycka jest szatanem. Kupujemy też świeżo wyciskany sok jabłkowy. Cukier wywaliłam z jadłospisu praktycznie zupełnie. Oczywiście wszystko dla ludzi i nie płaczę jak raz w tygodniu zjem kilka cukierków czy biszkoptów, ale nie jest to codzienność. Jak już muszę zjeść coś słodkiego staram się by była to czekolada gorzka o wysokiej zawartości masy kakaowej najlepiej powyżej 90%. Odstawiłam słodzone napoje – kocham Nestea, ale niestety cukru ma od pyty. I tyle. Jak widzicie żadna filozofia i niestety nie wygląda to jakoś super od strony diety. Ale poprawię się 🙂

Reklamy

8 myśli w temacie “Moje 6 tygodni z FireWorkout.

    • pierogowamama pisze:

      Dziękuję 🙂 To prawda! Jednak taki regularny wysiłek fizyczny ma u mnie bardzo duży wpływ na samopoczucie psychiczne również! Dieta niby nie taka zła, ale regularność posiłków to moja pięta Achillesowa, wiadomo jak to przy małym dziecku.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s