Jak zostałam Masterchefem cz.2

Poprzedni wpis z serii „Pierogowa oraz jej przygody z wpychaniem w dziecko wszelkiej maści papek” zakończył się na bardzo ambitnym planie wprowadzania Dżulianowi kolejnych smaków warzyw, oraz rozpoczęcia wprowadzania owoców.

Jednak wydarzenia tego tygodnia, udowodniły mi, że mogę sobie wszelkie plany dotyczące podawania posiłków innych niż mleko z piersi mojemu dziecku, wsadzić głęboko pomiędzy moje bardzo zgrabne pośladki 😀

Smaków warzyw Julek poznał już trochę, do tej pory jadł:

  • marchewkę
  • dynię
  • marchewkę z ziemniakiem
  • brokuła

z kolei z owoców podałam mu już:

  • jabłko
  • gruszkę

Większość dzieci, kończących 3 tydzień rozszerzania diety, dziarsko pałaszuje wielkie słoiki obiadków, deserki a niejedno dziamga chrupka kukurydzianego czy biszkopta, ale co do mojego syna to póki co wygląda na to, że cyca będzie ssał do osiemnastki…

Tak jak kilka łyżeczek jeszcze uda mi się podać obserwując przy tym wszelkiej maści dziwne miny (nie wiedziałam, że moje dziecko ma takie możliwości jeśli chodzi o mimikę) oraz dźwięki jak gdyby coś go opętało, tak większe ilości kumuluje sobie w buzi nie łykając ich by potem po prostu zwymiotować (błogosławię silikonowe śliniaki z kieszonką, bełcik leci do kieszonki a ubranko i otoczenie czyste, polecam!)

Myślałam, że z owocami pójdzie łatwiej bo słodkie, cud, miód i orzeszki, ale wcale nie – na jabłko krzywił się jeszcze gorzej niż na wszystkie warzywka razem wzięte, co do gruszki to jego ostatnią porcją słodziłam sobie dzisiaj owsiankę na śniadanie także sami widzicie jak wiele jej zjadł…

Nie idzie nam to zupełnie, ale nie poddaję się, poniżej uproszczony schemat tego co działo się do tej pory z jadłospisem Julka:

TYDZIEŃ PIERWSZY

Przy każdym dniu wpisane jest co wprowadziłam poza piersią, każdego dnia oczywiście pierś na żądanie, dodatkowo przed każdym posiłkiem stałym podaję pierś po również jeśli sobie tego zażyczy. Staram się unikać sytuacji w, której dostaje stały posiłek „na czczo” bez uprzedniego podania piersi.  Pierwsza porcja nowego warzywka czy owocu to u Nas 2-3 łyżeczki, druga 3-6 łyżeczek – potem ile Książę raczy zjeść.

Dzień 1 – marchewka 2-3 łyżeczki

Dzień 2 – marchewka 3-6 łyżeczek

Dzień 3 – marchewka

Dzień 4 – marchewka

Dzień 5 – marchewka

Dzień 6 – dynia 2-3 łyżeczki

Dzień 7 – dynia 3-6 łyżeczek

TYDZIEŃ DRUGI

Dzień 1 – dynia

Dzień 2 – dynia

Dzień 3 – dynia

Dzień 4 – bez posiłku

Dzień 5 – marchewka z ziemniakiem 2-3 łyżeczki

Dzień 6 – marchewka z ziemniakiem 3-6 łyżeczek

Dzień 7 – bez posiłku

TYDZIEŃ TRZECI 

Dzień 1 – marchewka z ziemniakiem (obiadek około 13:00); jabłko 2-3 łyżeczki (podwieczorek około 16:00)

Dzień 2 – bez posiłku

Dzień 3 – marchewka z ziemniakiem, jabłko 3-6 łyżeczek

Dzień 3 – brokuł 2-3 łyżeczki

Dzień 4 – brokuł 3-6 łyżeczek, gruszka 2-3 łyżeczki

Dzień 5 – bez posiłku

Dzień 6 – dynia z marchewką, gruszka

Dzień 7 – brokuł, gruszka

Jak widzicie zdarzyło się kilka dni, które oznaczyłam jako „bez posiłku” – w tych dniach po prostu nie udało się czegokolwiek podać bo albo Młody cały dzień był płaczący, albo nie mógł zasnąć i przez to marudzący, albo byłam cały dzień poza domem i nie było jak tego posiłku zorganizować.

Od kolejnego tygodnia chciałabym wprowadzić kaszkę bezglutenową jako drugie śniadanie oraz zacząć dodawać trochę glutenu do obiadku, dodając do niego trochę kaszki pszenicznej.

Mam też plan, aby do warzywek dodać trochę swojego mleka, może wtedy łatwiej się będzie Młodemu przyzwyczaić do ich smaku.

Moje przemyślenia na dziś? Przy następnym dziecku raczej rozszerzania nie będę zaczynać od warzyw. Zacznę od kaszki ryżowej robionej na swoim mleku, jest to już jakiś posiłek, ale wciąż bardzo zbliżony smakiem do mleka mamy i przez to o wiele bardziej znajomy i łatwiejszy do zjedzenia dla dziecka. Ta marchewka czy dynia to jednak trochę kosmos, bo i konsystencja kompletnie inna, a i smak zupełnie nie ten. Notabene poradniki amerykańskie doradzają zacząć właśnie od kaszki ryżowej, ja się nie posłuchałam tej rady i u nas to był błąd.

Trudno jeszcze powiedzieć czy mam niejadka, na pewno ogromnego cycocholika – czekam też bardzo aż Mały usiądzie by spróbować BLW bo widać, że jest bardzo zainteresowany braniem jedzenia do rączki, co przy formie papki jest raczej opłakane w skutkach.

Za parę dni kolejna relacja z aktualizacją jadłospisu! 🙂

Reklamy

4 myśli w temacie “Jak zostałam Masterchefem cz.2

  1. moniisia90 pisze:

    Ja zaczelam od kaszki ryzowej na swoim mleku i młoda nie chciała tego jeść 😛 dalej tak jak u was 🙂 może twój Dżulian jest stworzony do blw i przestań mu wciskać te papki 😛 on nie musi sam siadać, wystarczy jak w miarę stabilnie siedzi podparty na twoich kolanach 🙂

    Polubienie

    • pierogowamama pisze:

      Trochę się boję jak nie siedzi…. ale popróbuję, w weekend ugotuję brokuła może i mu dam do rączki, zobaczymy, chociaż i z papkami idzie ostatnio lepiej, kaszka ze śliwką była hitem ostatnio 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s