Co robić, gdy niemowlę doprowadza Cię do furii?

Czasem nie mogę wyjść ze zdziwienia, jak to jest możliwe, że taka mała istotka jest w stanie doprowadzić mnie do takiego stanu w, którym pałam żądzą mordu – autentycznie, gdyby ktoś dostał mi się wtedy pod rękę to cało by z tego nie wyszedł.

Pewnie jako Rodzice, nieraz byliście w takiej sytuacji gdy emocje wymykały się spod kontroli. Gdy byliście na nogach od 3 rano, bo dziecko miało chęć na zabawę akurat w środku nocy, gdy lulaliście do snu 2 godziny wydreptując kilometry po mieszkaniu, a dziecko choć wrzeszczące ze zmęczenia dalej nie chciało zasnąć, gdy próbowaliście już wszystkiego – przytulania, głaskania, śpiewania, chustowania – i nie działało nic. Gdy czuliście, że od tego nieustannego krzyku Wasz układ nerwowy stoi w ogniu i nie wiedzieliście jak długo jeszcze jesteście w stanie to znieść. Gdy racjonalne tłumaczenie sobie, że „to tylko niemowlę”, „nie robi tego specjalnie”, „przecież ono nie rozumie” – wcale nie pomagało.

I co robić?

Co robić gdy macie po prostu ochotę tę najbardziej kochaną na świecie osóbkę, po prostu wziąć i wyrzucić przez okno? Wypisać się z tego całego Rodzicielstwa wyjść z domu i nie wracać przez 3 dni?

Gdy pierwszy raz poniosło mnie przy Julku miałam tak zwanego „moralniaka” przez tydzień, dopóki nie zrozumiałam, że stając się Matką, nie zostałam przecież nagle nic nie odczuwającym Terminatorem, nie zyskałam niz tego ni z owego nieskończonych pokładów cierpliwości, nie wyzbyłam się swojego z urodzenia temperamentu choleryczki na rzecz usposobienia Matki Teresy – mam prawo do tego by być zmęczoną, sfrustrowaną, fizycznie wykończoną, ale jednocześnie nie mam prawa do tego by wszystkie te negatywne stany rozładowywać na Julku. Który nie rozumie. Którego jedynym sposobem na komunikację ze mną jest płacz! Bo przecież nie usiądzie i nie powie „Siema mamo, wiesz trochę się już zmęczyłem, mogłabyś teraz trochę pokołysać mnie do snu?” .

Mam wrażenie, że polskie społeczeństwo wymaga od młodej kobiety, która rodzi dziecko by nagle stała się Matką Boską – zawsze cierpliwa, zawsze kochająca, zawsze przedkładająca dziecko i rodzinę ponad własne potrzeby i emocje. Wiecie co ostatnio zrobił Michał gdy przez GODZINĘ nie mógł sobie poradzić z uśpieniem Julka, a ja akurat wyszłam na trening? Wsiadł w samochód i przywiózł go do mnie „Bo on nie chce spać”. Oczywiście nie mam o to żadnych pretensji, ale to trochę obrazuje sytuację matki. Do kogo ja zawiozłabym Julka? No nikogo. To ja jestem ostatnią deską ratunku. Jeżeli Babcia, Tata, Wujek sobie nie poradzą to do Mamy. Mama musi poradzić sobie zawsze.

Otóż Eureka.

Nie musi.

Mama też potrzebuje czasem się rozładować, by w efekcie nie skumulować w sobie negatywnych emocji, które odbiją się na dziecku.

Co robię ja, gdy trafia mnie już szlag? Gdy Julek wyje jak wilk do księżyca, gdy nie chce spać, gdy obrzygał się piąty raz i piąty raz muszę przebierać jego i przy okazji zmieniać całą pościel w łóżeczku?

Wychodzę.

Wychodzę z pomieszczenia. Gdy czuję, że zbliża się mój kres. Że jeszcze chwila i po prostu nie zdzierżę. Wychodzę na 5,10,15 minut do innego pomieszczenia i staram się uspokoić, czasem sobie czymś rzucę o podłogę, czasem krzyknę na kota. Ale najważniejsze. Nie wyładowuję się na dziecku.

Więc, macie prawo do odczuwania tych emocji, macie prawo się złościć  – dajcie tylko tym uczuciom odpowiednie ujście. Będzie trochę łatwiej!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s