Jak zostałam Masterchefem.

Pierwsze pół roku życia mojego dziecka przeleciało stanowczo za szybko.

Zgodnie z najnowszymi wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia, karmiłam tylko i wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy żywota Julka. Myśl o rozszerzaniu diety z każdym kolejnym upływającym tygodniem starałam się odsuwać od siebie dalej i dalej, głównie dlatego, że nie miałam pojęcia jak się za to zabrać.

Internet pełen był sprzecznych informacji. Źródła w postaci starszego pokolenia kobiet w mojej rodzinie również nie rozjaśniały tej kwestii. Poradniki coś tam doradzały, ale temat był zgłębiony bardzo płytko – tutaj warzywko, tam owocek, tam kaszka, biszkopcik, chrupek kukurydziany i jedziemy z koksem!

Wolałam rzucić się w wir zakupów gadżetów, zamiast skupić na faktycznym meritum sprawy. Ale i zakupy zostały poczynione, feralny dzień się zbliżał, a ja dalej w głowie miałam pustkę.

Brakowało mi przede wszystkim konkretnego jadłospisu na ten powiedzmy pierwszy miesiąc – blogosfera rozpisuje się o tym jak to nie powinno się zastępować w pierwszym roku życia dziecka żadnego posiłku z piersi, tym stałym. No ale jak? Wiadomo, że jak podam mu coś poza mlekiem to posiłek ten siłą rzeczy zostanie w pewnym stopniu zastąpiony? Brakuje takiej jasnej rozpiski dla tych Mam które faktycznie chcą karmić piersią i nie śpieszno im z pakowaniem w dzieciaki pełnych porcji obiadowych, ale też zachęcać dziecko do poznawania nowych smaków. Cały czas niejasno przedstawiona jest według mnie sprawa glutenu – niektóre blogi piszą o dodawaniu łyżeczki kaszy manny do codziennego obiadku dziecka – no ale jak? Surowej? Ugotowanej? Kaszka instant? Czy nada się zwykła? Brakuje informacji o tym kiedy i jak wprowadzamy mięso, ryby…. Bardzo dużo jest luk informacyjnych, skąd więc bierze się zdziwienie ekspertów, że polskie matki nic nie wiedzą o żywieniu niemowląt i często niemowlęta te są żywione nieprawidłowo.

Stąd też mój pomysł na ten cykl wpisów o rozszerzaniu diety. Ponieważ nasza przygoda z żarełkiem zaczęła się ledwo tydzień temu, będę Wam na świeżo relacjonować, jak wygląda to u Nas – dorzucę też od siebie kilka recenzji gadżetów i narzędzi z których korzystam.

Ponieważ słoiczków planowałam używać tylko „na wyjścia” a resztę gotować własnymi ręcami moja wyprawka „rozszerzeniowa” wygląda tak:

  • 2 miseczki – jedna firmy BEABA z serii „Ellipse”, druga zwykła plastikowa miseczka z gumową przyssawką
  • jeden talerzyk firmy BEABA z serii „Ellipse”
  • silikonowa łyżeczka firmy BEABA seria First Meal
  • 2 zwykłe śliniaki firmy Close
  • 1 śliniak z rękawkami firmy Close
  • 1 kubek Doidy Cup
  • 1 silikonowy śliniak z kieszonką firmy BEABA
  • robocik kuchenny BabyCook Solo firmy BEABA
  • silikonowy porcjownik do mrożenia małych porcji jedzenia, dodatkowo tę funkcję pełnią u mnie malutkie silikonowe foremki na muffinki z IKEA
  • kubek niekapek 360 firmy LOVI seria Retro

W ekologiczne warzywa i owoce zaopatrzyłam się na stronie ranozebrano.pl, zakupiłam również bezglutenową kaszkę Hipp, pełnoziarnistą pszeniczną kaszkę Holle (na ten nieszczęsny gluten), oraz BIO olej dla niemowląt również firmy Holle.

Ponieważ to dopiero początek naszej drogi poniżej przedstawiam Wam jak to rozszerzanie wyglądało w zeszłym tygodniu, jak w tym i co się będzie działo w przyszłym:

DZIEŃ 1 – Od rana karmienie piersią na żądanie! Zanim Julek dostał posiłek stały, został nakarmiony piersią, właśnie po to by nie był głodny a co za tym idzie mniej chętny do poznawania nowych smaków, dodatkowo chciałam uniknąć sytuacji w której dziecko przypchane marchewką zjada mniej z piersi, produkcja spada i ups przypadkiem odstawiłabym sobie tym sposobem dziecko od piersi nawet o tym nie wiedząc (bo przecież ilość tych posiłków kumuluje się a porcje rosną) . Mniej więcej w porze obiadowej 13-14 standardowo wjechała marcheweczka – 2-3 łyżeczki do herbaty – ugotowanej na parze marchewki zblendowanej z odrobiną wody która pozostała z gotowania.

DZIEŃ 2 – Karmienie piersią na żądanie, w porze obiadowej 3-6 łyżeczek do herbaty – ugotowanej na parze marchewki zblendowanej z odrobiną wody która pozostała z gotowania.

DZIEŃ 3, 4 i 5 – i tu zaczęły się schody – w dniu 3 chciałam podać połowę porcji czyli 30 ml, w dniu 4 i 5 porcję pełną marchewy czyli 60 ml (objętość małego słoiczka) – ale Dżulian marchewką gardził – tak jak te 2 czy 3 łyżeczki jakoś mu wchodziły, tak większa ilość dziamgał jakbym go co najmniej cykutą karmiła, robił to dodatkowo w takim tempie, że jedzenie stygło – tak więc nasz pomarańczowy przyjaciel odszedł w chwilową odstawkę by jego miejsce zajęła dynia

DZIEŃ 6 – Ofkors od rana cyc forever na żądanie. W porze obiadowej 2-3 łyżeczki do herbaty – ugotowanej na parze dyni zblendowanej z odrobiną wody, która pozostała z gotowania

DZIEŃ 7 – Cyc. W porze obiadowej 3-6 łyżeczek do herbaty – ugotowanej na parze dyni zblendowanej z odrobiną wody, która pozostała z gotowania

DZIEŃ 8 (DZISIAJ) – Cyc. Teoretycznie chciałam dzisiaj dojść do połowy porcji dyni ale Dżulian miał dzień pod tytułem „Idź mnie z tą papką Babo dawaj cyca” lub/i „Idź mnie z tą papką Babo tera będę spał! Kołysz mnie!”

Co planuję na dni kolejne:

DZIEŃ 9 – połowa porcji dyni

DZIEŃ 10 – cała porcja (60 ml) dyni

Analogicznie tym systemem, zamierzam wprowadzić jeszcze – ziemniaka, brokuła oraz groszek. Gdy wprowadzę te smaki warzyw zacznę je miksować. Przykładowo dynia z marchewką czy ziemniak z dynią.

Od DNIA 15 – czyli gdy zacznie się 3 tydzień rozszerzania – również tym systemem planuję wprowadzić owoce – jako podwieczorek – zaczynając od jabłka.

Słowem kluczem tutaj jest PLANUJĘ – ja mogę zaplanować sobie dużo, ale outcome, zależy tylko i wyłącznie od Julka.

Moja rada dla Was na dziś? Przystępując do rozszerzania diety, nie nastawiajcię się na nic – ani na to że dziecko będzie niejadkiem, ani na to że będzie żarło jak opętane. Bo możecie się sroooogo zdziwić 😀

Oczywiście rozpoczynanie rozszerzania diety od warzywa nie jest wymogiem absolutnym – można przykładowo zacząć od kleiku ryżowego, czy kaszki ryżowej.

A co z piciem? – Na ten moment w pierwszym miesiącu rozszerzania, nie planuję podawania soków ani herbatek – z bardzo prostej przyczyny – ponieważ nie widzę takiej potrzeby. Będę robić podejścia do wody.

Chciałabym złożyć Wam przejrzysty jadłospis dokładnie rozpisany na posiłki, co gdzie kiedy i jak, ale to musi jeszcze chwilę poczekać, aż to nasze rozszerzanie nabierze trochę rozpędu 🙂

Jak widzicie na ten moment nie dzieje się nic skomplikowanego i trudnego, ale schody jeszcze się zaczną. Przejdźmy przez to razem 😀

Jutro, ugotujemy sobie razem pyszniutką dynię w BabyCooku – będą zdjęcia, będą filmiki, będzie recenzja – zapraszam! A na dziś to wszystko 🙂

Powodzenia Masterchefowie!

 

 

 

Reklamy

2 myśli w temacie “Jak zostałam Masterchefem.

  1. moniisia90 pisze:

    Fajnie piszesz 🙂 ale 2-3 łyżeczki nie zastąpią piersi a jedynie pozwolą poznać smak i strukturę jedzenia 🙂 takze o zastępowaniu posiłku powiesz jak Julek wszamie Ci 100 lub 200 ml obiadku 😀 a chetnie próbuje w ogóle?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s